Jak kupować w lumpeksie, żeby nie nakupić szmat do podłogi na wagę

Znam takie historie z autopsji. Piękna bluzeczka. O! Nie ma guziczka! Ale przecież to nie problem, doszyje się, za dwa złote to grzech nie wziąć! Następnie bluzeczka ląduje na dnie szafy i tam dożywa spokojnie tekstylnej starości.
Analogicznie historia wygląda w przypadku ubrań lekko za małych, z ,,maleńką dziurką, którą zaszyje się raz dwa’’ czy ubraniami, w który do szaleństwa zakochujemy się, kiedy wiszą na lumpeksowym wieszaku, ale niekoniecznie kochamy je wtedy, kiedy już wiszą w naszej szafie.

Sprawcą nietrafionych wyborów jest niska cena. Jeśli ciuch jest na wagę lub wyceniony na bardzo małą kwotę, wydaje nam się, że niewiele stracimy nawet wtedy, gdy zakup okaże się nietrafiony. Sami  wprowadzamy się tym w błędne koło.
Tanich rzeczy kupujemy więcej, nawet, kiedy nie do końca nam pasują, bo dwa złote to nie jest zawrotna kwota. Prosta matematyka pokazuje, że dwa złote razy dziesięć niepasujących nam ciuchów daje dwadzieścia złotych, a za tyle możemy już kupić t-shirt w sieciówce podczas promocji, dopasowany rozmiarem, bez brakującego guzika czy ,,plamy, która na pewno zejdzie jak ją potraktować waniszem’.

Tak więc pierwsza zasada kupowania w lumpeksie mówi: nigdy nie kupuj rzeczy tylko dlatego, że jest tania.
Oczywiście mnie też przydarzyło się wiele takich historii zanim nauczyłam się mądrze wybierać. Otrzeźwienie przyszło, kiedy zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę zaśmieciłam swoją szafę rzeczami, które może i były fajne, ale zanim skończyły jako lekko sprane, poprute, z zepsutym zamkiem lub fajne są nadal, ale niekoniecznie na mnie.

Z tych powodów, podczas szmateksowych łowów oglądam każdą rzecz, dokładnie sprawdzając, czy nie posiada żadnych defektów – jestem świadoma tego, że nie należę do osób, które taką rzecz naprawią, po prostu po wypraniu najpewniej odłożę je na mistyczną kupkę ,,na później’’. Oczywiście zapewne są osoby, które mają dryg do naprawczych robótek ręcznych, ale ja z pewnością do nich nie należę, dlatego wystrzegam się składania samej sobie obietnic bez pokrycia.
Jeszcze większym problemem jest kupowanie rzeczy z kategorii ,,piękne w ogóle’’. Jest to wiodąca prym kategoria ciuchów, które wydają nam się śliczne, ale…dopóki nie mamy ich na siebie ubrać.
Podobała mi się ostatnio spódnica we wzór żaglówek, tylko wiem dobrze, że to kompletnie nie mój styl. Cenię sobie ubrania do bólu proste, tak pod względem kroju jak i wzoru. Wiadomo więc, ile razy ubrałabym słodką spódniczusię w żaglóweczki. Dokładnie zero. Bo do prosto skrojonej i prosto ozdobionej było jej równie blisko, jak mnie do szczupłej blondynki.
Jako prawdziwa kobieta doskonale zdaję sobie sprawę, że ciężko jest zachować zimną krew na widok niezliczonej ilości ciuchów – nawet używanych – ale trzeba policzyć do trzech i wpadając w zachwyt nad kolejną częścią garderoby, zanim zabierzemy ją do przymierzalni, zadać sobie podstawowe pytania: czy pasuje do ciuchów, które już mamy? czy znajdą się u nas buty, które będziemy mogli do niej założyć? Jeśli nie odpowiemy sobie na nie twierdząco, należy grzecznie odwiesić wieszaczek na miejsce. Bo oto powiadam: nie założysz tej rzeczy ni razu.

Tak samo sprawa ma się z odzieżą za ciasną/za dużą, generalnie niedopasowaną do naszej sylwetki. Świetnie wyglądałam w za ciasnych rurkach, talię miałam jak Scarlett O’Hara, ale każde z nielicznych wyjść w tych spodniach kończyło się obtarciem skóry, spoconymi nogami i guzikiem wgniecionym w brzuch. Nie wspominając już o braku możliwości zawiązania sznurówek. W ubraniach ma nam być wygodnie, a możliwe jest to tylko wtedy, kiedy nie musimy ich prezencji na nas poświęcać nadmiernej ilości uwagi. Wtedy możemy mieć pewność, że nie jesteśmy przebrani, ale ubrani.

Do lumpeksu nie można iść z nastawienie roszczeniowym. Zapomnij, że kupisz tam coś, czego akurat potrzebujesz. Wielki cud, mający miejsce od wielkiego dzwonu. Ja do lumpeksu chodzę co jakiś czas, bez wielkiego planowania i przeglądam wszystkie działy, w poszukiwaniu tego, co odpowiada moim wymaganiom.
Nie kupuję niczego na siłę. Zdarza się tak,  że kilka moich wizyt z rzędu kończę z pustymi rękami, a bywają takie polowania, kiedy wychodzę z reklamówką pełną prawdziwych perełek.

Co do mojej osobistej taktyki – rzadko zdarza mi się kupić rzecz już wycenioną. Wychodzę z założenia, że zamiast używanej bluzki, nawet w dobrym stanie, ale za dwadzieścia złoty, lepiej kupić za tę samą kwotę bluzkę podczas promocji w sieciówce. Oczywiście, zdarzają się prawdziwe okazje, ale z zasady staram się wycenione ubrania zdejmować z wieszaka tylko wtedy, kiedy jest to już naprawdę wielka zdobycz.

W kwestii moich osobistych łupów, faworytami pozostają wełniana kurteczka Lodenfrey za całą złotówkę, ogromne włoskie ponczo, które noszę jako obszerny szal, za coś około dziesięciu złotych i dwustronny płaszcz w stylu Burberry za dwanaście złotych.

 

Jeśli złamiesz wszystkie wyżej wymienione zasady, w sumie nie jest najgorzej – lepiej uczyć się świadomych zakupów w lumpeksie, gdzie zmarnujesz o wiele mniej pieniędzy, niż na impulsywnych zakupach w którejkolwiek z sieciówek.

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Jak kupować w lumpeksie, żeby nie nakupić szmat do podłogi na wagę

  1. Ja od lat powtarzałam „Jakżesz nie kupić?!”, a potem wszystko ma jakieś „ale”, niby dobre, ale: a to w cyckach się troszku jednak rozchodzi, a to takie wzorzyste że raptem jedna bluzka pasuje, a tu spódnica ledwo zadek przykrywa ale na wakacjach na pewno się przyda, bo kiedy taka piękna, no to jakżesz nie kupić! Od jakiegoś czasu przywołuję się do porządku będąc na łowach: czy aby na pewno jest mi to niezbędnie koniecznie potrzebne i do czego niby to ubiorę i gdzie ja w tym pójdę, no gdzie i kiedy pytam się? I jest i ze mną i z moją szafą nieco lepiej ;)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s