Tylko końcówki poproszę!

Kto nie zna historii, w której do fryzjera wchodzi Roszpunka z rozdwojonymi końcówkami do podcięcia,
a wychodzi piękny paź?

Bo przecież miara miarze nierówna, więc dwa centymetry mogą się okazać długością bardzo względną. Niejednokrotnie widziałam
w oczach oszukanych koleżanek czeluście piekielne, gotowe pochłonąć włosowego oprawcę.
Bo tak się składa, że kobiety lubią podcinać końcówki. Męski pragmatyzm nastawiony na szybkie i sprawne cięcie raz na miesiąc, nie zrozumie absolutnie nigdy, że można umówić się na wizytę, żeby pozbyć się dwóch centymetrów włosów. Przecież różnicy żadnej to nie robi, zmiany nie widać, i jak zapyta czy ładnie wygląda, to po raz kolejny trzeba posłusznie przytaknąć, bo nie wiadomo czy chodzi jej, cholera jasna, o  kieckę jakąś nową, schudła dwa kilo, czy co tam.
Panie jednak, nawet dzięki tak małej zmianie, są w stanie poczuć się jak nowo narodzone, jakby co najmniej zafarbowały się na platynę
i wskoczyły we wdzianko cat woman.

Czasem jednak przychodzi nam ochota na naprawdę spektakularny efekt. Umawiamy się na wizytę licząc, że jednym telefonem zapewnimy sobie życiową rewolucję. Nierzadko zdarza mi się, że na fotelu fryzjerskim siadam z potrzebą zmiany, a nie z planem rutynowego podcięcia. Najczęściej mam już w głowie wstępnie nakreśloną wizję, ale jednak liczę też na fachową poradę.

Na szczęście jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się wyjść od fryzjera
z płaczem, choć bywały momenty, kiedy po czasie zachodziłam
w głowę, jak mogłam wymyślić coś tak kretyńskiego jak to, co nosiłam nad czołem jeszcze niedawno.

Ani to fajne było, ani śmieszne, no seriously.

Niemniej jednak, zawsze trafiałam na zawodowców, którzy służyli radą, nigdy nie popędzali, wręcz zachęcali do spokojnego przemyślenia propozycji.
Do końca życia będę chwaliła fryzjerskie niebiosa, że zesłały na mnie błogosławieństwo w postaci precyzji nożyczek, anielskiej łagodności i wdzięku fryzjera, do którego chodzę już od kilku ładnych lat.

Kiedy przekraczam próg salonu, zawsze jestem pewna, że wychodząc z niego, nie będę musiała rzucić się biegiem do domu, żeby spędzić tam resztę swojego życia, ukryta przed światem niczym człowiek
w swojej żelaznej masce. Takie poczucie pewności tego co mnie czeka jest prawdziwą przyjemnością, bo oprócz świetnej fryzury, zostaję uraczona masażem głowy i miłym uśmiechem Pana X.
Najbardziej jednak w fryzjerze cenię to, że kiedy Cię obsługuje, poświęca Ci maksymalnie dużo uwagi. Nie biega od klientki do klientki, żeby tej tylko przyciąć, tej dołożyć troszkę farby, a tamtej zakręcić loczki. Płacę nie tylko za efekt, ale też za proces. Lubię czuć, że obsługująca mnie osoba skupia się w danym momencie na mnie
i tylko na mnie oraz daje z siebie maksimum umiejętności, mając przy tym do każdego klienta indywidualne podejście.

Nie poszłabym do kogoś, kto proponuje każdej klientce po kolei obcięcie ‘’na Kożuchowską’’, bo akurat tak jest modnie. Jeśli pytam
o radę, to chcę, aby konkretna fryzura pasowała do mnie, mojej twarzy, a już niekoniecznie zależy mi na jej spójności z panującymi aktualnie trendami czy akurat tę umyślił sobie ktoś na mnie stworzyć.
Jeśli natomiast proszę o konkretny efekt, chętnie wysłucham uwag, jednak nie zniosę natrętnego namawiania do czegoś, na co kompletnie nie mam ochoty.
Moja poprzednia fryzjerka cały czas powtarzała, jakie to mam piękne długie włosy. Szczególnie namolnie wtedy, kiedy chciałam je obciąć na krótko. To moja sprawa i nic Pani do tego, że nie mam ochoty potykać się o własne włosy.

W tym miejscu nie mogę nie wspomnieć o powszechnej zakrętce na punkcie długich włosów. Dziwię się, że nie powstają jeszcze panegiryki na ich temat (jeśli są – dajcie znać!). Panowie najczęściej twierdzą, że kobieta z krótkimi włosami to nie kobieta, ale wybaczcie – przede wszystkim mam podobać się sobie i nie nosiłabym długich włosów tylko dlatego, że komuś akurat w takim wariancie najbardziej przypadłam do gustu (i aktualnie tego nie robię hehe).

Kolejną istotną kwestią jest płeć. Nieważna jest płeć, ważne, że zdrowe. <suchar> Nauczona doświadczeniem, już nigdy nie oddam swoich włosów w ręce kobiety. Ogólna tendencja pozwala wysnuć wniosek, że jednak częściej to mężczyźni zostają fryzjerami z pasji niż dziewczyny, które rodzice wysłali do fryzjerskiej zawodówki. Nie umniejszam oczywiście zdolności fryzjerek, bo znam wiele naprawdę świetnych, jednak mam wrażenie, że mężczyźni jeśli już zostają fryzjerami, wykonują ten zawód na sto procent i mają o wiele lepszy zmysł estetyczny niż kobiety.

Ciężko jest znaleźć dobrego fryzjera, bo ciężko zaryzykować ewentualne straty na głowie. Warto jednak posiłkować się opiniami zamieszczanymi w Internecie oraz tymi, które krążą pocztą pantoflową – te zawsze się sprawdzają, bo kobiety nie popuszczą
w ploteczkach nikomu :D (co akurat w tym przypadku jest niewątpliwą zaletą!).
Jeśli jednak już znajdziesz fryzjerski wzorzec z Sèvres, broń go jak ostatniej kostki czekolady podczas PMS-u.

Dzięki temu, że udało mi się trafić na świetnego fryzjera, jestem obecnie posiadaczką najlepszej fryzury, jaką kiedykolwiek w życiu miałam.

 

I tak oto siedzę sobie w radosnym nastroju, gładząc sobie moje prześliczne [krótkie] włoski <patpat>.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Tylko końcówki poproszę!

  1. Trafiłam tu przez fb i chyba zostanę na dłużej. Bardzo przyjemnie piszesz :D Zazdroszczę znalezienia takiego fryzjera. Ja zrezygnowałam póki co ze ścinania włosów, podcinam tylko końcówki co parę miesięcy, ale to może mi zrobić mama w domu i też będzie dobrze, a przede wszystkim nie za długo!

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s