Ironia to najłagodniejsza forma agresji

”A najgorszym rodzajem zbroi jest ironia (…) ironia to najłagodniejsza forma agresji…Ludzie (…) w ogóle nie potrafią inaczej rozmawiać, niż odbijając piłeczkę. Kiedy mówię coś normalnie do kogoś, to on myśli, że sobie z niego żartuję.’’

Tak sobie czytałam te słowa w książce i pomyślałam ,,hej, cholera, to o mnie’’. Bo tak – to jest bardzo o mnie i w sumie od zawsze
o tym wiedziałam, tylko nikt mi tak dobitnie tego nie nazwał.

Doskonale wiem ile sytuacji w moim życiu wyglądało jak mecz ping-ponga rozgrywany ciętą ripostą, najlepiej taką, żeby przeciwnik po drugiej stronie wpadł pod stół i najlepiej przeturlał się jeszcze z pięć metrów.
Oczywiście nie wszyscy są ironiczni. Niektórzy świetnie funkcjonują bez ironii, inni potrafią użyć jej tak, aby rozbawić, a nie zranić.

Trudno jest być sobą. Taki truizm. Raczej nie znam osoby, która nie bałaby się powiedzieć o sobie całej prawdy. Nawet Ci, którzy wydają się najbardziej wyluzowani i nieprzejęci opiniami innych, noszą
w sobie coś, czym nie podzielą się z byle kim, o ile w ogóle to zrobią.

Cenię sobie ironiczne poczucie humoru. Takie ocierające się o absurd, trochę czarne. I najlepiej na gruncie towarzyskim rozmawia mi się z osobami, które odbierają na falach o podobnej częstotliwości. Ale jeśli moja relacja z nimi wykracz poza spotkania na wspólnych imprezach, jeszcze nigdy się nie zdarzyło, żebyśmy chociaż raz szczerze nie porozmawiali. Tak bez udawania i silenia się na złożone zabiegi retoryczne.

Ironia zniszczyła w moim życiu bardzo wiele. I kiedy sobie pomyślę, że wystarczyło po prostu zwyczajnie się zamknąć, zagryźć zęby żeby nie sprawić – szczególnie ukochanej osobie, bólu,
to naprawdę robi mi się szczerze głupio.

Ilu to ja nie odbyłam rozmów na ten temat, że nie, że już nie będę, ile to razy nie czułam się jak ostatnia idiotka, dlatego że nie potrafiłam się pohamować. Bo niestety, z czasem ironia staje się odruchem. Cięta riposta goni ciętą ripostę, bo przecież łatwiej jest zabłysnąć w towarzystwie jako inteligent i luzak, niż po prostu być sobą i machnąć ręką, że komuś możemy się nie spodobać bez maski.

O ile styl imprezowego luzaka rozumiem, maskę wesołka, który dokładnie wie, co powiedzieć, jak skomentować w danym momencie, żeby trafić w punkt i zwrócić na siebie uwagę (jeśli przy tym nie obrażasz nikogo, nie poniżasz), o tyle bardzo źle dzieje się wtedy, kiedy zaczynasz zachowywać się jak ja – ironia staje się Twoim sposobem na życie.

Zamiast mówić to, co czujesz i co tak naprawdę chcesz komuś przekazać, uciekasz, dlatego, że szczerość nie jest łatwa. Rzucasz jak karty z rękawa pseudodowcipne teksty, które wypowiedziane pod Twoim adresem, zraniłyby Cię do krwi. I tak mijają Twoje relacje z ludźmi. Im dłużej unikasz normalnych rozmów, tym bardziej taki sposób komunikowania wydaje Ci się nienaturalny, i tym bardziej się od niego oddalasz.

I nie myśl sobie, że tak łatwo jest przestać. Że powiesz sobie, że to już koniec i nagle staniesz się wspaniałym człowiekiem, który prawi innym szczere komplementy. Potrzeba porozumiewania się
w ironiczny, momentami zgryźliwy sposób, gdzieś w nas zostaje i wbrew pozorom coraz ciężej nam nad nią panować. Stała się w nas kulą śnieżną, która ciągle pędzi w dół, a zatrzymać może się dopiero wtedy, kiedy stopnieje cały śnieg. Innymi słowy, kiedy zdamy sobie sprawę, że możemy stracić to, co najważniejsze – najbliższych.  Uwierzcie mi, z czasem osoba traktowana w taki sposób mówi dość, ale najczęściej wtedy na zmianę jest za późno. Kulę możesz zatrzymać sam, kiedy zechcesz zrobić coś z faktem, że już nie masz z kim porozmawiać jak z człowiekiem.

Najbardziej groteskowe jest to, że nie dostrzegamy w sobie tego samego, co drażni nas w innych. Chyba nie muszę mówić, że łatwiej krytykuje się otoczenie niż siebie. Przełomowym momentem było więc dla mnie spostrzeżenie, że płaczę dokładnie z tego samego powodu, z którego płaczą ludzie zranieni przeze mnie. W końcu jaką bronią wojujesz, od takiej giniesz.

Małgorzata Halber pisze o tym wszystkim dosadnie i choć przez chwilę pomyślałam, że jej słowa (które cytuję na początku) są przesadzone, to później zrozumiałam, że nie we wszystkich przypadkach kula śnieżna w końcu się zatrzymuje. Ironia może stać się nałogiem, a w człowiek
w nałogu traci nad sobą kontrolę.

Nie pozbędę się ironii doszczętnie, jednak teraz wiem, jak dużo ryzykuję za każdym razem i nie raz ta świadomość zadziałała jak hamulec bezpieczeństwa.

Reklamy

13 uwag do wpisu “Ironia to najłagodniejsza forma agresji

  1. czy jak mój chłopak mi mówi, że „jeszcze na łożu śmierci kogoś zabiję ironiczną ripostą” to to już jest sygnał, żeby przestać?

    Polubienie

  2. Czasami stawiamy sobie na unkt honoru wygranie jakiejś totalnie absurdalnej dyskusji, aby nie wyjść na kretyna. I denerwujemy się, szukamy w głowie jakiś statystyk, mądrych słów tylko po to by zabłysnąć w oczach innych. Na chwilę, bo pewno o tym zdarzeniu na nastepny dzień nikt pamiętać nie będzie. Że też my naprawde nie ptrafimy żyć zdrowo i czasami olewająco? Mnie się tez to rzecz jasna dotyczy, dopiero niedawno nauczyłam się omijać wszelkie internetowe dyskusje z daleka ;-)

    Polubienie

      1. Jak ze wszystim- łatwo napisać, łatwo powiedzieć, a w praktyce nic się nie zmienia :) Można własnie na samym początku pomyśleć o sobie, może to ułatwi sprawę. Inni pójdą, a my i nasza ciągła chęć dominacji pozostaniemy ;-)

        Polubione przez 1 osoba

      2. Moją ironię jednak trzyma w ryzach to, że zdarza mi się kogoś swoim zachowaniem ranić i jak to się dzieje, to już czuję, że przeginam. Jednak ironia w zdrowych żartach nigdy ze mnie nie ucieknie ;).

        Polubienie

  3. Sama kiedyś byłam bardzo ironiczno-sarkastyczna. Obracałam się w gronie osób, które wyczuwały mój sposób ironizowania, który nigdy nie miał na celu nikogo zranić, co najwyżej tylko lekko zadrażnić na zasadzie „kto się czubi, ten się lubi”. Jednak kiedy straciłam dobrego przyjaciela, który tego „żartu” nie złapał zaczęłam się pilnować. Teraz dopiero gdy widzę, że ktoś ma luźne podejście pozwalam sobie na lekkie ironiczne wypowiedzi :) Cenna lekcja dla każdego – umiarkowanie i wyczucie :) . Swoją drogą bardzo fajny blog, miło jest poczytać takie refleksje, gdyż sama założyłam nowy blog, w troszkę podobnym stylu :) . A tymczasem czekam na więcej postów :D

    Polubienie

  4. Nie dostrzegamy w sobie cech, których nienawidzimy u innych, ponieważ każdy jest z natury hipokrytą, dopiero jak nas najdzie refleksja typu: ‚w sumie to ja też tak robię’ w większości przypadków próbujemy coś zmienić, a w niektórych niestety nie ;)
    Taka agresywna ironia, którą opisujesz i widzisz w sobie kojarzy mi się z dokrorem Housem, którego pokochały tysiące, jednak jeżeli zdarzyłoby im się mieć takiego House’a wśród znajomych, myślę, że nie polubiliby go aż tak bardzo ;>

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s