Granusze cz. I – JEST GORĄCO

Jest gorąco. Jest strasznie gorąco. Nie do wytrzymania. Teraz to na pewno jajko usmażyłoby się na słońcu a woda zagotowała. Jestem już spocony, a dopiero co wyszedłem z domu. Ja wiem, że jest lato, ale mogłoby być chłodniej. Zobaczysz, ten rekord ciepła to jak nic dzisiaj padnie.
W przyszłym roku musimy pomyśleć o klimatyzacji. Spocił mi się biust. Spociły mi się nawet łydki!

Asfalt parzy w stopy. Boże, jak gorąco. To pewnie globalne ocieplenie. Gorąco jak w piekle. Diabeł dzwonił, że chce swoją pogodę z powrotem.

Ile razy to przeczytaliśmy/powiedzieliśmy/usłyszeliśmy w ciągu ostatniego tygodnia? Nie będę nawet strzelać, bo choć zbiór liczb rzeczywistych jest co prawda niewyczerpany, to jednak w tej kwestii mam co do tego pewne obawy.
I wszystko spoko, bo to przecież tylko takie niegroźne komunikaty informujące o tym, co się dzieje w świecie wewnętrznym
i zewnętrznym człowieka podczas upału.

Tylko kiedy taki komunikat słyszę po raz milion pięćset sto dziewięćsetny, to bierze mnie cholera, bo ileż można marudzić (a też mi się to zdarza, po czym właśnie dostaję cholery) Zapamiętajmy sobie moi mili:

Jest gorąco, bo jest lato.

Jak jest lato deszczowe, to jak w tej Polsce źle, nawet lata porządnego nie ma, człowiek na urlopie w deszczu musi, a do Grecji jedźmy, bo tam gwarant pogody przynajmniej.
Jak umiarkowanie ciepło, to tylko niech trochę popada, żeby powietrze się lżejsze zrobiło i było czym oddychać.

Jak wreszcie mamy lato z prawdziwego zdarzenia bez wyjeżdżania do ciepłych krajów, to źle, bo za ciepło. Bo biegnij do lidla po pięć zgrzewek wody, przykryj kark mokrym ręcznikiem i połóż się krzyżem na kafelkach w łazience.

I ja nie mówię o tak oczywistych rzeczach jak złe samopoczucie starszych osób czy szkody
w rolnictwie i narzekanie w związku z tym.

Jakby nie było, ja też odczuwam temperaturę. Wczoraj podczas jazdy autobusem udo przykleiło mi się do siedzenia, a kilka dni temu musiałam położyć się na podłodze w kuchni w pozycji ratującej ludzi po omdleniach – z tym, że w moim przypadku do niekontrolowanego spotkania z ziemią nie doszło, bo w porę sama spoziomowałam się nieopodal lodówki z nogami ponad głową. Jest mi gorąco jak cholera. Ale jest lato. Jest ciepło. Wreszcie codziennie jest słońce, którego tak bardzo brakuje mi przez większość roku. Mogę ubrać sukienkę i nie wkładać pod nią spadających ciągle rajstop.

Nie leżę na trawie prażąc się w żywym ogniu, akurat dziś siedzę
w chłodnym mieszkaniu, ale mam otwarte okna na przestrzał, cieszę się, że widzę przez nie świat w rozkwicie – zielone liście, wszystkie te brzęczące muchy, komary, trzmiele, szerszenie, koniki polne. I mimo tego, że w celu zachowania względnej higieny chodzę pod prysznic jakieś cztery razy dziennie, jest fajnie, naprawdę.

Mamy lato, czyli taką porę roku, która charakteryzuje się najwyższymi temperaturami. Wszystko jest w normie.

Muszę przyznać, że mamy jakiś letni hype. Bo w sumie logicznym dla nas powinno być, że każda pora roku zmusza nas do wypracowania mechanizmów zapewniającym nam komfortowe życie. To nie, upieramy się tylko na bogu ducha winne lato. Jesienią nosimy przy sobie parasol i zaczynamy przyjmować wzmacniające organizm specyfiki (wide: syrop z cebuli). Zimą ubieramy się na cebulę, nie zapominamy o czapce, szaliku i rękawiczkach, smarujemy się tłustym kremem, żeby nie odmrozić twarzy. Wiosną jesteśmy przygotowani na diametralne zmiany warunków pogodowych oraz uzbrajamy się w zapasy leków antyalergicznych.
A latem?

Latem nagle wszyscy są zaskoczeni – zdaje mi się, że powinno się pić więcej wody, ubierać lżej
i smarować kremem z filtrem, a dzieci i zwierzęta trzymać jak najdalej o nagrzanych samochodów.
Przecież wiadomo, że każda pora roku ma swoje smaczki, małe procedurki, których przestrzegamy, bo już samo doświadczenie mówi nam, że to zapewni nam komfort w takich a nie innych warunkach.

Pewnie powiem jeszcze kilka razy, że jest gorąco, no bo jest. Ale jak będę chciała powiedzieć, że pięć stopni mniej byłoby optymalnie, że mogłoby trochę popadać, że chcę już styczeń, to ugryzę się mocno
w język, do czego zachęcam i Was. Przypominam zeszłoroczne narzekania na to, jaką to piękną jesień mamy latem.

Mamy piękne lato, które wreszcie łatwo odróżnić od innych pór roku. Korzystajmy z niego, albo przynajmniej nie narzekajmy,
bo gwarantuję, że w grudniu słońcem zatęsknimy.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Granusze cz. I – JEST GORĄCO

  1. Ja od dziecka nienawidzę lata, jestem ‚zimnolubem’, nawet jedzenie- każdego typu jem na zimno, a w nocy rzadko kiedy się przykrywam ;) także….CHCĘ JUŻ JESIEŃ :D

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s