Kiedy zrobiłeś coś po raz ostatni?

Mur chiński jest znany chyba wszystkim. Na pewno kilka, jeśli nie kilkanaście razy, widzieliśmy jego fragment na zdjęciu, filmie dokumentalnym albo słyszeliśmy hasło, że jest widoczny z Kosmosu. Jednym słowem, jest to coś świetnie nam znanego, nawet jeśli przytłaczająca większość z nas nigdy muru nie odwiedziła i zapewne prędko nie odwiedzi.

Kilka dni temu zobaczyłam zdjęcie KOŃCA Wielkiego Muru Chińskiego. Pewnie podświadomie wiedziałam o jego istnieniu, jednak dopiero to zdjęcie uświadomiło mi, że on istnieje naprawdę

I wtedy pomyślałam sobie – tak jak z istnienia końca muru,
tak samo z istnienia jakiegokolwiek innego końca w naszym życiu, nie zdajemy sobie sprawy. Teoretycznie wiemy, że gdzieś one wszystkie są, jednak jest to bardziej działanie podświadomości niż świadomość. A kiedy przychodzą, najczęściej nie wiemy, że to dzieje się teraz, już.

Czy kiedy ktoś jest przewlekle chory, posiadamy wiedzę kiedy dokładnie nas opuści? Tego dnia, kiedy być może jeszcze rano był w lepszym stanie albo zupełnie odwrotnie – kiedy choroba postąpiła tak bardzo, że na śmierć byliśmy przygotowani w każdej minucie.
Często mówi się jakoby łatwiej było przyzwyczaić się, że ktoś umrze, jeśli długo chorował.

Ale nie wiem, czy to nie jest jeszcze bardziej bolesne rozstanie. Kiedy
w pewien sposób przyzwyczajasz się, że choć ta osoba jest obłożnie chora i gaśnie, to jednak przez dłuższy okres czasu leży w łóżku hospicjum czy szpitala. Odwiedzasz ją dzień w dzień, wiedząc, że to kiedyś nastąpi.
W rutynę zaczyna wchodzić Ci jej nieustająca obecność. Codziennie wieczorem idziesz z wizytą, zapytać o samopoczucie, przynieść ciepły rosół, a jeśli nie możesz tego zrobić ze względu na stan chorego, choć potrzymać go za rękę. To staje się częścią Twojego dnia, jak mycie zębów czy ścielenie łóżka. I nagle tego nie ma, zostajesz pozbawiony stałego punktu.

Kiedy ktoś ginie szybko i niespodziewanie? W wypadku? Kłóciliście się zanim wsiadł i zapiął pasy? O błahostkę? A może jak nigdy nic uścisnęliście się na pożegnanie, a kierowca zobaczył jeszcze Twoją machającą dłoń we wstecznym lusterku i uśmiechnął się do niego?

Śmierć najlepiej obrazuje znaczenie ostatnich razów, bo jest wyraźną linią oddzielającą to co było od tego, co jest. Dzień naszej śmierci jest dniem, w którym BYLIŚMY po raz ostatni. Wiąże się ze zniknięciem człowieka, czego zdecydowanie nie sposób nie zauważyć.

Co jednak z innymi ostatnimi razami? Takimi bardziej przyziemnymi? Bo przecież zawsze pamiętamy pierwsze razy. Pierwsze słowo dziecka, pierwsze kroki, pierwszy ząb, pierwsza przyjaźń, pierwsza praca, pierwsza wielka miłość, pierwszy seks, pierwszy lot samolotem. Wszystko to wydarzenia, którym nadajemy mistyczny charakter. Są dla nas nowe, zaskakujące, jesteśmy debiutantami, którzy zestresowani nie do końca wiedzą czego się spodziewać. Towarzyszą nam silne emocje, których nie sposób zapomnieć nawet po latach.
Potem stają się dla nas zwyczajem i przechodzimy nad nimi do porządku dziennego.

Żyj tak, jakby to był Twój ostatni dzień. Zawsze wydawało mi się to dobrym pomysłem, jednak potem zmieniałam zdanie. Zdałam sobie sprawę, że gdybym miała świadomość, że akurat teraz robię coś po raz ostatni, pewnie byłabym cały czas przerażona i smutna. To nie byłaby prawdziwa radość. Tylko wymuszona motywacją, żeby nie zmarnować swojego ostatniego dnia.

Przecież nie jest sztuką docenić coś, co miało się przez całe swoje życie dopiero jego ostatniego dnia. Nie wierzę w nawracanie się przed śmiercią. Spektakularne przeprosiny, pojednania, powodowane chęcią posiadania czystego sumienia.

Nie chcę wiedzieć, że ostatni raz przytulam kogoś bliskiego, że ostatni raz się kocham, po raz ostatni z czegoś się cieszę, czy po raz ostatni widzę Morze. Bo to przecież nie jest sukces docenić coś kiedy możesz to stracić, ale właśnie wtedy, kiedy masz do tego nieograniczony i swobodny dostęp dwadzieścia cztery godziny na dobę, trzysta sześćdziesiąt pięć (czasem i sześć) dni w roku.

Zdjęcie – podroze.gazeta.pl – Mur Chiński/ fot. CC BY 2.0/ fuzheado/ wikimedia commons

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Kiedy zrobiłeś coś po raz ostatni?

  1. Chyba nie chciałabym wiedzieć, że to mój ostatni dzień, ostatni raz…
    Do żadnej śmierci bliskiej osoby nie można się przygotować, zaskakuje zarówno nagła jak i „spodziewana”, bo tak naprawdę nie dopuszczamy do siebie myśli, że to już…
    A pierwsze razy? długo się pamięta i o dziwo bardziej chyba te dotyczące swoich dzieci, niż własne.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dla mnie liczą się prawdziwe emocje. Nie chciałabym czuć, że udaję, bo chcę żeby wszystko było jak najlepiej tego ostatniego dnia – mojego czy kogoś bliskiego. A co do dzieci, fajna obserwacja. Mam wrażenie, że to istoty ważniejsze dla nas bardziej niż my sami, stąd bardziej pamiętamy wszystkie ich wspaniale chwile :).

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s