Bądź głodny i głupi – moja recepta na szczęśliwe życie

Podstawówka przebiega jeszcze w miarę bezboleśnie. Padają wprawdzie pytania o to, kim chciałbyś zostać w przyszłości, ale to nic groźnego. Uczysz się pisania literek, samodzielnego wracania do domu, malujesz farbkami plakatowymi obrazek pod tytułem ,,Moje wspomnienia z wakacji’’, siedzisz w ławce z ulubioną koleżanką lub kolegą, chyba, że nosisz okulary – wtedy siedzisz w pierwszym rzędzie.
Jest beztrosko i najprawdopodobniej to ostatnie takie chwile, kiedy masz spokój od zamartwiania się o przyszłość.

Kiedy w szóstej klasie coraz większymi krokami zbliża się egzamin, zaczynają się na korytarzach nerwowe rozmowy od ilu punktów przyjmują w Jedynce, a od ilu u Kochanowskiego. Kiedy już uda Ci dostać do wymarzonego gimnazjum, utonąłeś w nim bez reszty. Teraz już każdy z każdym rozmawia o liceum, kierunku studiów
i każdy każdego o to pyta. Oczywiście nikt nie mówi o tym w kółko, jednak temat jest gdzieś w naszych myślach nieustannie podsycany. Od początku słyszymy, że już jesteśmy poważnymi uczniami,
w związku z tym o wiele więcej się od nas będzie wymagać,
a egzamin gimnazjalny jest niezwykle ważny, bo to może nam otworzyć drogę do renomowanego liceum, a stamtąd to już tylko patrzeć kiedy matura i upragniony kierunek.

O liceum lepiej nawet nie mówić. Pierwszego dnia usłyszysz, że teraz to się dopiero zaczęła poważna nauka i jak chcesz coś w życiu osiągnąć, musisz przygotowywać się do matury od pierwszego dnia szkoły i oczywiście nie ma lepszego sposobu na efektywną naukę niż ogarnianie materiału na bieżąco, nie na ostatni moment tydzień przed maturą.

Choć otwarte dyskusje o przyszłości zaczynają się właśnie
w okolicach liceum, to problem pojawia się dużo wcześniej i nie chodzi tutaj o nauczycieli, osławiony system, tylko podejście nas wszystkich.
Bo problem zaczyna pojawiać się tam, gdzie przed oczami mamy tylko cel, a droga staje się jedynie koniecznością do jego osiągnięcia. A to przecież właśnie dążenie do celu powinno wzbogacać nas najbardziej, a sam cel powinien być wisienką na torcie, nie całym tortem i to jeszcze najlepiej z malinami i bezowym spodem.
Celem, praktycznie od początku naszej edukacji, stają się dobre oceny. Wcześniej są to najczęściej chmurki i słoneczka, potem umowne symbole w postaci cyfr, które mają za zadanie określić czy zrobiliśmy coś dobrze, czy nie.

Oceny zmuszają nas do nauki, bo dobrze zdajemy sobie sprawę, że razem tworzą średnią – czym lepsza, tym większe szanse na późniejszy sukces.
Ile razy zdarzały się sytuacje, kiedy ktoś modlił się o ilość punktów wystarczającą do zdania. Nikt nie martwił się, czy odpowiednio opanował materiał, ale czy nie będzie musiał poprawiać. I jeśli myślisz, że potrwa to tylko do końca liceum, a na studiach będziesz jak gąbeczka wchłaniał każde słowo z ust profesora, bo to przecież Twój wymarzony kierunek, to grubo się mylisz. Na studiach znaczącą większość stanowią przedmioty, które masz totalnie
w dupie, a osoba, która umieściła je w planie, najprawdopodobniej cierpiała na przerost fantazji nad rozsądkiem. Wtedy znów zaczynasz myśleć, że trzeba się przemęczyć do końca, tylko teraz oceny przestają mieć jakiekolwiek znaczenie, bo studia są raczej ostatnim etapem edukacji większości młodych ludzi. Liczy się tylko żeby je skończyć, nieważne jak, bo o ocenę na dyplomie pracodawca i tak nie zapyta. A potem odliczasz w pracy dni do piątku, do świąt, do urlopu.

To jest proces, który trwa do końca Twojej kariery w szkołach. Są nieliczni, którzy nie dają się w to wciągnąć i liczy się dla nich na pierwszym miejscu wiedza, jednak większość z nich i tak przejmuje się stopniami. Naprawdę małą grupką są ludzie wiedzy. Nie liczą się dla nich oceny, tylko to, czy faktycznie posiedli wiedzę im potrzebną.

 

I tak to wygląda, że od najmłodszych lat dajemy się wepchnąć
w kierat dążenia do celu. Egzamin, matura, studia, praca. Wszystko musi mieć od początku określony cel, programator ustawiony na odpowiedni tryb pracy, gwarantujący osiągnięcie sukcesu. Nieustannie przejmujemy się jakimś planem do wykonania, kolejną pozycją z To Do List do wykreślenia.

Gdzie jest miejsce na prawdziwy rozwój? Na postawienie sobie pytania, czego tak naprawdę w życiu chcesz? Co Cię w nim najbardziej pociąga, co może sprawić, że będziesz szczęśliwy
i spełniony. Przecież medycyna, prawo, politechnika, zostanie ślusarzem, spawaczem, czy górnikiem to kilka utartych dróg, których wybór oznacza pewną formalizację – ukończenie szkoły
o określonym profilu, zdobycie uprawnień. A przecież nikt nie powiedział, że tych dróg jest ograniczona liczba i możesz robić tylko to, w czym ktoś odpowiednio Cię wykształci. Przecież
z powodzeniem możesz to robić sam. Gdyby nie miłość i pasja Steve’a Jobsa do ślęczenia godzinami w garażu w otoczeniu elektroniki, nigdy nie powstałoby miliardowe imperium, a jabłko nadal kojarzyłoby nam się tylko z owocem do kupienia na bazarze. Wygrała w nim CIEKAWOŚĆ.

 

To właśnie ciekawość jest tym, czego tak bardzo nam teraz brak. Odkrywanie nieznanego, tego, co wierci nam dziurę w brzuchu i nie daje w nocy spać. Potrzeba wstukiwania w wyszukiwarkę kolejnych haseł w poszukiwaniu tego, czego nie wiemy i nie daje nam to spokoju.

Nie mam nic przeciwko uniwersytetom, bo mogą ułatwić dążenie ścieżką, którą wybrałeś już wcześniej i szedłeś nią sam. Uzupełnią braki, być może pokażą inny punkt widzenia.

Ale żeby móc znaleźć swoją ścieżkę, trzeba być CIEKAWYM. Ciekawym świata i siebie samego. Nie bać się szukać na własną rękę. Wyjść poza schemat odległego celu, tej wisienki na torcie. Uczenie samo w sobie powinno być dla nas wartością.
Nie neguję gimnazjum i liceum i nie chce Wam powiedzieć, że macie przestać się uczyć i chodzić do szkoły. Po prostu idźcie w kierunku, który najbardziej Was pociąga. Jeśli uda Wam się to zrobić
w ramach szkoły – super, jeśli nie – róbcie też coś poza nią. Bycie najlepszym ze wszystkiego i średnią 5,5 osiągniętą wkuwaniem na pamięć notatek z lekcji nie jest dobre, jeśli nie masz w sobie tej iskry ciekawości. Nie mówię o milionie zajęć dodatkowych. Może chcesz obserwować gwiazdy przez lunetę, nie wychodząc nawet
z własnego pokoju?

Szukaj. Czytaj książki, oglądaj filmy, gotuj, rób cokolwiek, co daje Ci radość. Bez pasji życie staje się męczące. A naprawdę głęboko wierzę w to, że każdy z nas ma w sobie to coś, co czyni go wyjątkowym
i z czego może stworzyć przepis na szczęśliwe i spełnione życie.

Ale przede wszystkim się ciesz. Ciesz się życiem. Każdą chwilą, która daje Ci w życiu radość, która sprawia, że jesteś szczęśliwy. Przecież nikt nie powiedział, że szczęście jest permanentnym błogostanem. To są właśnie te chwile, które możemy przywołać w naszej pamięci nawet po latach. Za dużo się wszystkim przejmujemy. Jak nam pójdzie sprawdzian, czy dostaniemy się na studia, w końcu – czy będzie po nich praca. Zadręczamy się tym, że nie wiemy, co chcemy
w życiu robić, a inni już dawno mają obmyślony plan od początku do końca. Hej! Przecież niektórzy ludzie dopiero w wieku czterdziestu, pięćdziesięciu czy sześćdziesięciu lat zmieniają swoje życie
i zaczynają żyć dokładnie w sposób, który daje im zadowolenie, bo dopiero po takim czasie doszli do tego, co naprawdę w życiu daje im radość.

Wiem, że jest ciężko wyjść z utartego schematu, według którego rosną kolejne pokolenia. Ale czuję, że trzeba, że to jest słuszne i ma sens. Po to, żeby być sobą i wieść szczęśliwe życie. A nikt nie da nam na nie recepty. Jedyne, co przychodzi mi do głowy, to Stay hungry, stay foolish.
Nie daj zabić w sobie ciekawości i głodu odkrywania. I nie przejmuj się aż tak, bo masz przed sobą tyle czasu na poszukiwania jak długo sobie na nie pozwolisz.

Bądź szczęśliwy, bo przecież o to chodzi.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Bądź głodny i głupi – moja recepta na szczęśliwe życie

  1. Z ciekawością i radością przeczytałam, bo moje doświadczenie potwierdza wszystko, co napisałaś. Jeśli w ludziach nie pielęgnuje się ciekawości świata, to staną sie przeciętnymi robotami do zarabiania pieniędzy na życie, a po przejściu na emeryturę uschną z nudów, bo bez pracy nie istnieją, nie mają żadnych pasji.
    Pewien młody człowiek, studiujący medycynę powiedział swoim rodzicom, że zmienia kierunek studiów, bo medycyna nie jest jego pasją, więc uczy się z musu, a przecież oprócz nauki istnieje jeszcze wiele innych rzeczy w życiu. Lepiej późno, niż wcale, niż miałby być kiepskim lekarzem…

    Polubione przez 1 osoba

    1. Mocno wierzę w to, że w życiu trzeba robić to, co się kocha, ,,związki” z rozsądku nigdy nie są dobre. Z wszystkich innych etapów mojego życia wyciągam bardzo dużo, jednak najwięcej szczęścia i spełnienia daje mi etap, w którym robię to, co kocham :). Z takich właśnie potrzeb powstał ten blog :).

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s