Przez 7 lat pod wspólną kołdrą

19 grudnia 2008. Jak widać już po dacie – kilka dni przed Wigilią. Padał wtedy śnieg z deszczem. Chodziłam wtedy do gimnazjum. Nie pamiętam jak wracałam ze szkoły, czy byłam głodna i zmarznięta. Pamiętam tylko moment, kiedy wchodząc klatką schodową usłyszałam dziwne odgłosy  dobiegające z mojego piętra, a potem otworzyłam drzwi.

***

2008. Labrador. Czekoladowy. To mówię rodzicom zaraz po tym jak proszę ich o psa. Oczywiście dla formalności dodam, że o psie nie było mowy. Pies nie nadaje się do mieszkania, nie będziesz z nim wychodzić, będzie gryzł z nudów buty, zwierzę to odpowiedzialność.

Labrador i tak odpadał. Zbyt duży jak na nasze warunki lokalowe
i zbyt kosztowny, biorąc pod uwagę wybór tylko sprawdzonych hodowli.

Nie muszę mówić, że i tak przeglądałam strony schronisk
i oczywiście pokazywałam rodzicom zdjęcia.

Nie mam pojęcia, kiedy nastąpił przełom, na pewno musiałam na niego sporo czekać, jednak wiem, że zapoczątkował najlepszy etap naszego życia – etap życia z psem.

Strzał prosto w serce. Na zdjęciu siedziała czarna włochata kulka
i jakkolwiek idiotycznie i tandetnie to zabrzmi – miała ten błysk
w oku. Wiedziałam, że to ten. Rodzice zadzwonili do schroniska, żeby zapytać o szczegóły. Jedyne, co narazie poznaliśmy to imię – Szejlo.

Niestety – pies nie był w schronisku, a w hotelu, na czas wyjazdu służbowego właściciela.

Było mi niesamowicie przykro. Oczywiście – nadal przeszukiwałam Internet, jednak pamiętałam cały czas o kudłatym kundelku.

***

Wchodząc po schodach, nawet trochę się zaniepokoiłam. Odgłosy dobiegające zza moich drzwi były bardzo niecodzienne. Niedługo myśląc, otworzyłam drzwi i przywitał mnie nikt inny jak Szejlo.
A raczej Kędzior, bo właśnie na to, wymyślone naprędce przez moją Mamę imię, pies zareagował, w przeciwieństwie do swojego schroniskowego.

Opisywanie mieszanki zaskoczenia, radości, niedowierzania
i ekscytacji, jest bez sensu, chyba każdy jest w stanie wyobrazić sobie taką scenę.

***

Rodzice po prostu mnie okłamali. Pies wcale nie był rezydentem hotelu. Nie chcieli mi jednak robić nadziei. Pojechali więc do schroniska w tajemnicy przede mną, bez zamiaru adoptowania jakiegokolwiek psa. Chcieli zobaczyć jak wygląda na żywo pies, którego widzieliśmy przecież tylko na zdjęciu, jaki jest, jak się zachowuje. Stwierdzili, że po wizycie w schronisku przemyślą sprawę, a jeśli zdecydują się na adopcję – wrócą zabrać psa po świętach.

Jednak rzeczywistość lubi nas zaskakiwać. Pies jeszcze tego samego dnia przyjechał do domu. To był 19 grudnia 2008.
Z relacji rodziców wyglądało to tak: Kędzior przebywał w boksie
z kilkoma innymi psami, które, jak to psy w schronisku, skakały przy kracie głośno szczekając, żeby zwrócić na siebie uwagę. Kędzior nie szczeknął nawet raz, siedział z tyłu, wciśnięty w kąt boksu. Rodzice wzięli go na spacer i przepadli. Wielkie smutne oczy, ale jednocześnie pies pełen chęci do życia, wyrażanej ogonem. Wiedzieli, że nie chcą już go oddawać.
Strasznie bał się samochodu, a potem kąpieli.

Przypuszczalnie wszystkiego tego doświadczał po raz pierwszy
w życiu – przy adopcji miał około dwóch lat, więc, jak wynika z jego schroniskowej historii, ponad połowę swojego życia spędził właśnie tam. Niewykluczone, że ktoś wyrzucił go z samochodu – został znaleziony w centrum miasta.

Tak mija już siódmy rok życia z psem. I tak jak każda osoba, która posiada psa, nie pamiętam, jak to było wcześniej, przed psem.

Człowiek strasznie się przyzwyczaja do ciągłej obecności psa.

Ma swoje wady, tak jak ludzie. Dużo szczeka, broniąc domu. Mam wrażenie, że odreagowuje swoją schroniskową uległość. Widać ją było już wtedy, kiedy siedział w tyle boksu, ale widać też na ciele, że musiał być gryziony przez inne psy.

Należy jednak pamiętać, że to pies ze schroniska, a to zawsze są psy z przeszłością, z jakąś traumą, którą człowiek musi pomóc psu oswoić. Kędzior bał się panicznie parasolki, nawet nie chcę wiedzieć dlaczego.

Schronisko zwiększyło jego szanse na adopcje, szkoląc go
z posłuszeństwa. Pies bez problemu chodził na smyczy, reagował na komendy, szedł przy nodze, wracał na zawołanie.
Wiele osób boi się brać psy ze schroniska, w obawie, że będą niszczyć w domu albo nie da się ich nauczyć higieny.

Mój pies nic nigdy nie zniszczył, bez problemu zostaje sam w domu, a kiedy musi pozaplanowo wyjść na spacer, sygnalizuje to.

A teraz to, co dobre.
Jest niesamowicie przywiązany i oddany, broni swojego stada.

Śpi tak długo, jak my. Kiedy był młodszy, podczas gdy moi rodzice szykowali się do pracy, siadał w przedpokoju i czekał tam tak długo, aż nie zamkną się za nim drzwi. Teraz jest już dość stary i w związku z tym leniwy, więc wstaje niechętnie tylko na chwilę żeby skontrolować sytuację, po czym wskakuje z powrotem pod kołderkę.

Kiedy w któreś wakacje został ze mną w domu, nauczył się, że śpi
w moim łóżku, nie u rodziców. Teraz nie pójdzie spać beze mnie. Czasem mam coś jeszcze do zrobienia, ale pokazuje mu, że może wskoczyć i iść już spać. Nic z tego – dopóki ja się nie położę, pies też nie. Muszę się ułożyć, zrobić mu miejsce w nogach i nakryć kołderką.

Jeśli chodzi o jego ulubione smaczki – kiedy tylko ktoś uchyli drzwiczki od szafki w której są trzymane i zaszeleści paczką, pies wyrasta tuż obok, gotowy wykonać wszystkie znane mu sztuczki akrobatyczne, żeby tylko coś wypadło z koszyczka.

Szaleje na punkcie śniegu. Kiedy tylko pojawi się cienka warstwa, zaczyna się tarzać, wywijając przy tym na wszystkie strony kudłatymi łapkami. W efekcie całą brodę ma oblepioną śniegiem,
a wygląd zbliżony do foki uchatki.

Kiedy widzi szczotkę do czesania sierści, fika koziołka i kładzie się na grzbiecie, bo tak bardzo lubi być miziany po brzuchu.

No i na koniec najlepsze. Powroty. Kiedy wracasz, nieważne –
z miesięcznej podróży czy z warzywniaka za rogiem, pies wita cię
z ulubioną kosteczką w pysku, gotowy do aportowania lub/i skacze na Ciebie z całym impetem i szczeka, jakbyś opuścił go na co najmniej dziesięć lat.

Cieszę się, że nie mam labradora. Cieszę się, że nie kupiłam psa rasowego, albo jeszcze gorzej – ,,w typie rasy’’. W schroniskach jest tak dużo naprawdę różnych psów, że nie ma sensu rozmnażać kolejnych. Bogatsza o tę wiedzę, nie kupiłabym psa z hodowli. Nie krytykuję osób, które marzą o labradorze albo yorku, ale przejdźcie się najpierw po schroniskach. Tam naprawdę często można spotkać właśnie rasowe psy, z którymi wcale nie będzie więcej pracy niż ze szczeniakiem, który wszystkiego musi uczyć się od podstaw. Jeśli naprawdę nie chcecie psa ze schroniska, zadajcie sobie trud, żeby znaleźć hodowlę z prawdziwego zdarzenia, a nie taką, w jakiej interwencję przeprowadzała Fundacja VIVA. I nie kupujcie psów bez rodowodu. To jest rozmnażanie dla zysku, nie z miłości do rasy.

Dzisiaj jestem w domu. Rozłożyłam moją matę do ćwiczeń. Ciężko jednak nadążać z tempem ćwiczeń, kiedy cały czas się śmiejesz, bo podczas gdy umierasz już prawie podpierając się na macie, pies chodzi wokół Ciebie i zastanawia się, co do cholery wyprawiasz, albo siada i spogląda krytycznie spod grzywki. Jeśli wstaniesz z maty, zapomnij, że znów znajdziesz na niej miejsce. Pies wykorzysta chwilę nieuwagi, żeby wygodnie się na macie rozłożyć, najlepiej na całej długości i szerokości. A jeszcze będzie obrażony, kiedy każesz mu zejść.

Siedzę z komputerem na kolanach, przykryta kołdrą, po jest mi wyjątkowo zimno. Po mojej prawej stronie leży Kędzior. Oczywiście przykryty szczelnie, wystaje tylko ucho i kawałek tylnej łapy, no bo jak to, żeby pies tak potwornie marzł.

Za chwilę pewnie pójdziemy na popołudniowy spacer, wieczorem znów powtórzymy rytuał pójścia spać.

Pomimo problemów, wizyt u weterynarza, chorób, zastrzyków, zmartwień, posikanej czasem podłogi i myśli, że kiedyś, może już bardzo niedługo, trzeba będzie się rozstać – warto.

Nikt nigdy nie będzie Cię tak kochał i tak o Ciebie dbał.

I nie, to nie to, że pies przywiązuje się do człowieka. To człowiek nie potrafi już więcej żyć bez psa.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s