Dogonić króliczka

Jeszcze w liceum wyobrażałam sobie jak będzie wyglądało moje życie kiedy będę miała tyle lat, co teraz.

Studia najlepszy okres w życiu, będę więcej poza domem niż
w domu, nieustanne podróże i imprezy, realizowanie swoich pasji, multum znajomych, nawet przemyślałam co do każdego szczegółu, jaki powinien być mój idealny chłopak, z którym mogłabym to wszystko co wyżej realizować.

Ostatnio złapałam się na tym, że w słabszych chwilach nadal zdarza mi się myśleć tak, jak wtedy.

Różnica jest taka – wtedy miałam inny obraz ideału niż teraz. To było marzenie oparte na wizji idealnego życia, które tak naprawdę nie było moje. Tylko wtedy nie zdawałam sobie z tego sprawy.
I z bardzo wielu innych rzeczy również. Nie mogłam też wiedzieć, jak wiele spraw, które diametralnie zmienią moje spojrzenie na własne życie, moje potrzeby i oczekiwania, jeszcze się wydarzy.

W liceum wzdychałam chyba do modelu życia ludzi z amerykańskich filmów. Na pęczki przyjaciół, wspólne wyjścia, piżamowe wieczory, szalone podróże w wakacje. Jednak nie bez powodu nie robiłam niczego w celu, żeby moje życie właśnie tak wyglądało. Tym samym tworzyłam sobie w głowie paradoks, bo z jednej strony niczego nie robię w celu osiągnięcia czegoś, a z drugiej strony przeklinam zły los, że moje życie jest beznadziejne i nie stanowi odbicia TEJ JEDYNEJ SŁUSZNEJ wizji w mojej głowie.

I kiedy miałam możliwość w jakikolwiek sposób przybliżyć się do tego czego chciałam, ogarniało mnie przerażenie i wpadałam
w panikę w związku z koniecznością opuszczenia własnej strefy komfortu i bezpieczeństwa. Jasne jest jak to dalej wyglądało. Frustracja, że mi nie wychodzi, a bardzo bym chciała, moje życie jest do dupy i nigdy nie będzie dobrze.

W końcu trafiłam, jak mi się wtedy wydawało, na Ziemię Obiecaną, czyli studia. Nie będzie chyba wielkim zaskoczeniem jeśli powiem – nic się nie zmieniło. Wręcz w sumie jeszcze bardziej się pogorszyło, bo straciłam jakikolwiek cel, za którym chciałabym podążać,
a w głowie miałam myśl, że przybywa mi lat, a ubywa pomysłów na życie. Generalnie moje życie w tamtym okresie bardziej się skomplikowało niż ułożyło, a już na pewno nie wyglądało tak, jak sobie tego życzyłam w liceum.

Wiele musiało się wydarzyć abym znalazła się w miejscu, w którym teraz jestem. Zupełnie odmiennym niż to z moich nastoletnich planów na życie. I nie będę oceniać czy to miejsce lepsze, czy gorsze. Po prostu najlepsze, w jakim mogę być w tej chwili. Osiągnęłam stan, w którym wiem dokąd chcę iść i jak mogę to zrobić. Jasne, że mam chwilę słabości i miewam ochotę płakać w poduszkę, że jestem życiowym nieudacznikiem. Dlatego zresztą, powstał ten tekst. Bo mam silne wrażenie, że to nie dotyczy tylko mnie.

Przekonanie, że nie jest wystarczająco dobrze.

Jak w większości przypadków, kwestia sprowadza się do bycia swoim największym wrogiem. Nie da się osiągnąć satysfakcjonującego nas sukcesu, jeśli nie potrafimy się z niego cieszyć. Jeśli ciągle jesteśmy niezadowoleni, bo wmawiamy sobie, że robimy za mało, że robimy źle, tak naprawdę jeszcze wiele musimy się nauczyć, jesteśmy lata świetlne w tyle za innymi.

Da się to poskromić. I owszem, nie pozbyłam się poczucia, że może być lepiej, że teraz jest niewystarczająco.
Ale nauczyłam się cieszyć się z tego, co już osiągnęłam i nie porównywać do innych. I uczę się funkcjonować tak na stałe. Bo lepiej może być zawsze, tylko czy będziesz umiał się tym cieszyć? Chyba o to właśnie chodzi w dążeniu do czegokolwiek – żeby być
z tego zadowolonym, cieszyć się kolejnym postawionym krokiem.

Wszyscy, którzy też tak mają, zrozumieją – nic nie wychodzi nam lepiej, niż wchodzenie w krytyczną dyskusję ze swoimi pozytywnymi myślami. No to żeby było sprawiedliwie, wchodźmy w dyskusję także z negatywnymi.
Łapię się na myśli – ludzie w moim wieku niedługo będą kończyć studia, mają plan na życie, a ja tak naprawdę dopiero niedawno zaczęłam rozumieć, o co mi w tym życiu chodzi. Jestem względem nich kilka lat do tyłu.

Potem zdaję sobie sprawę, że co z ich studiowania, skoro może tak naprawdę nie wiedzą, co chcą w życiu zrobić. Skończą studia
i stwierdzą – pięć lat i nic. A może tymczasem za miesiąc, za pół roku albo rok, dzięki temu, że właśnie w tym momencie odnalazłam swój cel, trafi mi się szansa życia? Każdy ma swoją drogę. Żadna
z nich nie jest lepsza, jest po prostu odpowiednia dla tego, kto nią idzie.

Poza tym, teraz patrzę sobie na moje szkolne oczekiwania i myślę, że życie, którego chciałam nie było moim życiem. Wyobrażałam sobie coś, co  wydawało mi się atrakcyjne, ale do mnie nie pasowało. Przecież ja wcale nie lubię imprez. Przecież gdybym naprawdę chciała szalonych podróży, odkładałbym na nie kasę i planowała każdy wolny weekend. Dlaczego tkwiłam w swoich marzeniach
o wielkiej gromadzie znajomych siedząc w domu, gdzie szansa poznania kogokolwiek oscyluje gdzieś w granicach zera, a w dodatku wiem, jak ciężko jest mi komuś zaufać, żeby nazwać go przyjacielem.

Chciałam czegoś, o co tak naprawdę nigdy nie chciało mi się walczyć. Bo gdyby tak naprawdę mi na tym zależało, byłabym w stanie pokonać wszystkie moje uprzedzenia i obawy.

Więc kiedy znów przychodzi mi do głowy – Twoje życie nie wygląda tak jak chciałaś, pukam się w czółko.

Bo minęło niesamowicie dużo czasu. A z czasem zmieniły się moje oczekiwania w stosunku do samej siebie i mojego życia, zmieniło się moje nastawienie. I jestem świadoma braku sensu w ścisłym określaniu szczegółowego planu na życie, bo wraz z tym wszystkim co się zmienia, zmienia się także kierunek w którym chcemy iść. Czy wobec tego już zawsze będziemy się obwiniać, że nasze życie nie jest takie o jakim marzyliśmy?

Problem polega na braku umiejętności powiedzenia sobie: jestem zadowolony z mojego życia. Bywa gorzej, bywa lepiej, ale ze wszystkimi minusami i plusami, lubię je, jest okej.

Przecież nie mamy stanąć w miejscu, tylko docenić mniejszy cel osiągnięty po drodze do tego największego. Kiedy widzimy plusy naszego działania, łatwiej nam się zmotywować, żeby pracować dalej i potrafimy dostrzec sens tej pracy.

I wiecie co, szczęście nie polega wcale na tym, żeby gonić króliczka, bo tak naprawdę nie wierzymy, że kiedykolwiek go złapiemy.

Stąd to ciągłe przekonanie: nie jest wystarczająco dobrze, zawsze może być lepiej.

Króliczek pojawia się pod naszymi drzwiami i śmieje z nas, bo nie mamy czasu mu otworzyć – jesteśmy zajęci marudzeniem, że ciągle nie jest tak jak byśmy chcieli.

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Dogonić króliczka

  1. Miałam to samo. I plan „idealny” na który składały się następujące części: znalezienie idealnego faceta na pierwszym roku studiów (jakiegoś gacha na wzór Stiflera, z wyłączoną opcją dymania na boku), zamieszkanie razem na trzecim roku studiów (superekstra nowoczesny apartament z 24godzinnym dozorem na nasze fury), zaręczyny na piątym roku studiów (rzyganie tęczą!), a po obronie magisterki ślub i praca. Gdzieś potem dzieci… I wielka, szczęśliwa rodzina. I wiesz co? Dalej jestem w punkcie wyjścia. 0 % zrealizowanego planu. Dobrze, że jesteś zadowolona ze swojego „tu i teraz”, bo ja – nie do końca…

    Polubione przez 1 osoba

    1. Nie opanowałam jeszcze w pełni bycia zadowoloną, ale teraz już wiem, że planowanie na wyrost jest bez sensu. Najlepiej uczyć się podejmowania jak najlepszych decyzji tu i teraz, bo jak człowiek tak idealistycznie planuje, jest bardzo podatny na najmniejsze nawet rozczarowania…

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s