Jesienny przetrwalnik dziwaka

MIÓD
Dzień bez miodu jest dniem straconym. Końcem lata przybywa do mnie karton wypełniony szczelnie gazetowymi kulkami i słoikami. Nie wystarcza do końca sezonu grzewczego, jednak pozwala uspokoić myśli kłębiące się nerwowo i histerycznie wokół jednego – jak zasypie mnie śnieg, BĘDĘ MUSIAŁA SŁODZIĆ HERBATĘ CUKREM. A to się zdarzyć nie może nawet gdyby zombie podczas apokalipsy oderwał mi prawą rękę. Nie ma jesienno – zimowej herbatki bez miodku i cytrynki, opcjonalnie – imbirku. I ja wiem, wiem, że we wrzątku miód głośno krzyczy i dzieją się z nim straszne rzeczy, więc od czasu do czasu rozpuszczam go przykładnie w zimnej wodzie, albo aplikuję sobie na kromeczce – wszystko dla zdrowotności. Na widok miodu poszerzają mi się źrenice i zaczynam ślinić się jak pies Pawłowa na dzwoneczek. Chyba, że na etykiecie ma napis ,,pochodzi z Unii Europejskiej’’. Wtedy zostaje złapany za słoikową nogę i zrzucony prosto w przepaść, gdzie odpowiednio zajmie się nim Cerber, Minotaur, Pani z Dziekanatu, i Gordon Ramsay miodku – Kubuś Puchatek.

KOCOSZALIKOKOŁDRA
Jestem szczęśliwą posiadaczką ponczo. Ponczo rozmiarów sporego perskiego dywanu. Ponczo złożone na pół, daje wymiary mniejszego perskiego dywanu vel kołdry 2×2,20. Do tego ma piękne frędzelki,
z których w chwilach nudy połączonej z kocim instynktem zabawy, możne pleść warkoczyki prima sort. Najważniejsze jest jednak to, jak wysoką temperaturę jestem w stanie utrzymać siedząc wewnątrz takiego kokonu. Ogrzeje tułów, ręce nogi, a nawet współpasażera
w środkach komunikacji miejskiej wszelkiej maści. Ubolewam, że nie mogę na nim gdzieś odlecieć.

YOU TUBE
W idealny piątkowy wieczór przyjmuję strategiczną pozycję
w misternie zbudowanym wcześniej z poduszek i koca okopie,
w zasięgu ręki (bez wstawania) mocuję kubek (patrz: ,,miód’’),
a pośrodku okopu ustawiam stabilnie komputer. I oglądam po kolei wszystkie swoje subskrypcje, a jest ich więcej niż w liczbie pi cyfr po przecinku. Wychodzę dopiero wtedy, kiedy w okopie robi mi się za gorąco i/lub robię się głodna. Nigdy nie wpadłam na to, że to właśnie
w okopie powstało największe dzieło Wittgensteina. Hm.

ŚLIWKI NAŁĘCZOWSKIE W CZEKOLADZIE
Nie przypominam sobie, żebym jadła je w dzieciństwie, więc wszelkie psychologiczne freudowskie teorie odnośnie moich nabytych upodobań i ich związku z miłością ojca, nie wchodzą w grę. Nie mam pojęcia o co chodzi z tymi śliwkami, po prostu jak to kiedyś przeczytałam, to są jedyne słuszne śliwki w czekoladzie. Do pełni szczęścia brakuje tylko, żeby ktoś między warstwę czekolady a śliwkę wlał od serca porcję wysokoprocentowego alkoholu. Tak więc nie wiem jak to się stało, ale bez śliwki vanitas vanitatum et omnia vanitas.

DRES
Nie mam wątpliwości co do tego, że w poprzednim życiu musiałam być dziewczyną dresa. Albo chociaż starą panną, która z kotem na kolanach dzierga kolejne, coraz bardziej za wielkie swetry. Nie ma lepszego momentu po powrocie do domu niż szybka przebiórka
w kojący nerwy dresik, a jeśli już gdzieś trzeba wyjść, to tylko
w wielkim swetrze, w którym wygląda się jak lama po porodzie  sześciu słodkich lamiątek. Mam tylko nadzieję, że po tym akapicie nie najdzie Was taka sama myśl, jaka naszła bohaterkę jednej
z książek: może za czasów Stachury wyglądałaby dobrze, tutaj przypomina lumpa. Spokojnie, lumpa przypominam tylko w domu, ewentualnie kiedy idę po wino i bułki do Lidla.

UMAMI
Sos sojowy, rosół, grzyby, brokuły, orzechy. Wszystko, co ma dużo umami jest dobre. A właściwie pyszne, bo to właśnie oznacza słowo ,,umami’’. Nie ma nic lepszego niż pomidorowa z pomidorów smażonych na maśle z czosnkiem i cebulką. Jestem maniakiem smaku umami i jego umiłowanie wzrasta odwrotnie proporcjonalnie do spadku temperatury świata za oknem. Dlatego właśnie stojąc na przystanku (patrz punkt drugi), przebieram z niecierpliwością nogami i myślę już tylko o tym, co zjem po powrocie do domu. Istotne są tylko dwie zasady – dobrze i dużo. Food is the new sex.

BUDOWANIE ODPORNOŚCI
Lecznicze właściwości alkoholu są powszechnie znane. Do dziś babcie nacierają wnuczętom stopy  spirytusem (niepełnoletnim) lub proponują kieliszek gorzkiej żołądkowej (pełnoletnim).
Tak więc, ze swojej strony polecam grzane wino albo piwo. składnik wysokoprocentowy, cynamon, goździki, miód, siup do garnuszka, troszkę odparować – w zależności od tego, jaką moc leczniczą wyrażoną w promilach chce się zachować, i gotowe. Aspiryna idzie
w odstawkę. A że lepiej zapobiegać niż leczyć, nie wolno zapominać
o systematyczności przeprowadzania zabiegów leczniczych. Żadnych.

KSIĄŻKI
Niekoniecznie do czytania. Mój dziwak ma to do siebie, że lubi otaczać się książkami, ale nie zawsze ma ochotę je czytać. Najczęściej ogarnia go z tego powodu atak wstrętu do samego siebie. Kiedy już jednak dojrzeje wystarczająco solidnie, zaczyna czytać kompulsywnie, ogarniając w międzyczasie rozpaczliwie, co należałoby prolongować, a za co jak najszybciej uiścić karę. Obecnie dziwak obłożył się Feblikiem, Coraz mniej olśnień, Burzą słoneczną i Polskimi morderczyniami.

WYMÓWKI ORAZ USPRAWIEDLIWIENIA
Nie ma sezonu jesień – zima 15/16, a i zasadniczo żadnego, bez tony wymówek i miliona usprawiedliwień. Kiedy znajdziesz ich więcej, jeśli nie teraz? Łamie mnie w kościach, pewnie się przeziębiłem, to wszystko przez tę pogodę, powinienem popracować, ale czuję, że teraz pomoże mi jeden odcinek serialu. No, może dwa. Musiałabym posprzątać, ale boli mnie okropnie głowa, to ciśnienie dzisiaj jest straszne, jak to źle być meteopatą. W sumie moglibyśmy pójść do kina, ale jest tak zimno, że nawet nie chce mi się wystawiać nosa za drzwi, a już w ogóle ubierać rajstop.
Wymówki & Usprawiedliwienia Company, zapewnia kompleksowe usługi z sektora wpajania sobie przekonań, że zawsze lepiej zostać pod kołdrą. Z nami zawsze szybko, sprawnie, skutecznie.

Mniej więcej tak walczę o życie jesienią. I nie powiem – jest mi całkiem fajnie.

zdjęcie w nagłówku: The Big Bang Theory, sezon 3 odcienk 15 ”The Large Hadron Collision”

Reklamy

12 uwag do wpisu “Jesienny przetrwalnik dziwaka

  1. Jejuu, też nie umiem żyć jesienią i zimą bez miodu! Nawet do pracy robię sobie chałkę z miodem (koniecznie z rzepakowym, bo ma odpowiedni stan skupienia) :D Twój najzabawniejszy tekst!

    Lubię to

  2. Jak przyjemnie się to czyta :)! Polecam herbatę z miodem, cytryną i prawdziwym sokiem malinowym – miodzio <3! Zdecydowanie podzielam Twój zestaw, jednak dodałabym do niego jeszcze kota. A najlepiej dwa :D. Swoje własne :D! Wiem, że trąci starą, zmurszałą babeczką, ale nie ma nic fajniejszego, niż zabawy z kotem, okłady z kota, kot na kolanach. No, może z wyjątkiem kociej sierści, która jest dosłownie wszędzie :P! Z Twoim blogiem – można zaczynać jesień :D!

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s