Czuć się na stałe

Musiałam na chwilę wyprowadzić się z domu. Żadne straszne historie, tylko remont. Sytuacja jest o tyle komfortowa, że przeniosłam się do Babci, nie do zupełnie nieznanego mi miejsca.

Jak jednak miało się okazać, zrobiło mi się obco. Kiedy zakładałam buty, poczułam się, jakbym opuszczała dom na zawsze, bez możliwości powrotu. Jakkolwiek idiotycznie to brzmi, tak właśnie się czułam. I pomyślałam wtedy o tym, jak muszą się czuć ludzie, którzy opuszczają swoje domy w obliczu wojny, kiedy jedyne, co są w stanie wynieść to dzieci, a w przypływie szczęścia trochę pieniędzy
i dokumenty.

Zrobiło mi się przykro na samą myśl o tym, że przez najbliższy czas nie wypiję wieczornej herbaty w moim ulubionym kubku, nie odłożę książki na swój parapet, cukiernica będzie stała w innym miejscu, nie znajdę kosmetyków w przynależnych im stojaczkach, a po całym dniu spędzonym poza domem, nie położę ubrań na krześle przy biurku. Brzmi to co najmniej jak monolog śmiertelnie chorej postaci filmowej, która żegna się na dobre ze swoim życiem, ale właśnie takie myśli pojawiają się w głowie introwertyka, który za bardzo się przywiązuje.

Wiele razy miałam ochotę uciec z domu, wyprowadzić się, równie często trzaskałam z hukiem drzwiami albo czułam, że dłużej już
w tym miejscu nie wytrzymam. Kłóciłam się, krzyczałam. Dowiadywałam najgorszych rzeczy. Zrywałam, godziłam się. Obchodziłam urodziny, chorowałam, prowadziłam trudne rozmowy przy kolacji albo po prostu oglądałam bzdurny program w telewizji.

Nie chciałabym się znaleźć w sytuacji, w której byłabym zmuszona opuścić na stałe miejsce kojarzące mi się z bezpieczeństwem, spokojem, moją prywatną jaskinię, do której nie wejdzie nikt, kogo sama tam nie wpuszczę. Cieszę się, że mój dom jest miejscem, gdzie mimo wszystko chcę wracać; nie mam ochoty być jak najdalej od niego.

Choć uwielbiam podróżować, kiedy wracam, następuje znany mi tak dobrze klik i znów cała przestrzeń wokół mnie jest dokładnie taka, jaką misternie tworzyłam każdego dnia. Wszystko ma nieprzypadkowe miejsce w przestrzeni i jest rekwizytem bez którego moje przedstawienie nie miałoby sensu.

I choć czasem nie chce mi się wracać do domu, bo wolałabym zostać choć trochę dłużej na wakacjach, to dobrze wiem – dom to jedyne miejsce, w którym nie dostaję napadu paniki na myśl, że muszę porozkładać rzeczy do szaf, wybrać dla nich miejsce i przejść od trybu pobytu tymczasowego na stały. Tylko w moim domu nie pilnuję, żeby wszystkie moje rzeczy znajdowały się w jednym miejscu, gotowe do wyjścia. Tylko tam trzyma mnie stałość
i ciągłość.

Owszem, dom to ludzie, ale dom to też możliwość położenia książki na własnym stoliku, wyjęcie skarpetek z drugiej od góry szuflady, Twoja ulubiona poduszka i pies przychodzący co wieczór zasnąć przytulony w nogach, szczoteczka w kubku, a nie w kosmetyczce.
Nie wyobrażam sobie, że mogłoby nie być miejsca, w którym czuję się na stałe.

Choć teraz mówię o domu rodzinnym, na pewno za jakiś czas gdzie indziej będzie moje miejsce do trzymania piżamy pod poduszką, ulubionego mleka na drzwiach lodówki i bazylii w doniczce na parapecie. Co nie zmienia faktu, że takiego miejsca potrzebuję jak powietrza. Takiego, gdzie będę u siebie.

To jest moje okiełznanie kawałka Wszechświata. Miejsca, które oswoiłam i które oswajają mnie.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Czuć się na stałe

  1. To ja jestem jakimś dziwnym typem introwertyka, bo uwielbiam zmiany. Coś, co przerwie mój tymczasowy status quo chociaż na chwilę. Jakiekolwiek, chociażby zmiana szamponu do włosów. Inaczej zaczynam wariować.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s