Owcze swetry, żeberka i Brooke

Ilekroć oglądam serial, zawsze u któregoś z bohaterów odnajdę cechę jaką sama chciałabym posiadać. Albo po prostu coś, co chciałaby sobie zapożyczyć.

Nieważne – serial komediowy, kryminalny, zawsze znajdzie się ktoś, kto mi zaimponował.

Ostatnimi czasy najbardziej imponuje mi Frank Underwood. Co
z tego, że Kevin Spacey prywatnie wygląda jak stereotypowy dziadek na emeryturze, zajmujący się trójką wnucząt. Franka gra świetnie. Wykreował silną, męską postać, niebojącą się nikogo i niczego. Co więc od Franka? Frank jest człowiekiem niezwykle wrednym. Ja również. Tu mamy 1:1.
Nawet kiedy nie śpi w nocy, knując intrygi, nad ranem wygląda jak po dwutygodniowych wakacjach na Florydzie. Przydatny skill, szczególnie biorąc pod uwagę mój poranny wygląd złego wampira ze Zmierzchu po nocnym polowaniu. Jedziemy dalej. Te wspaniałe piwniczne sceny z wioślarzem. Ciemny dresik Nike i prawie płonąca rączka od wioślarza. Od kiedy obejrzałam pierwszy odcinek
House of Cards, marzy mi się taki sprzęt, na którym mogłabym zadawać szyku w obcisłym kostiumiku. Jedyną przeszkodą jest to, że nie wyglądałoby to tak fajnie między półkami z dżemem i ogórkami kiszonymi, a szafą z przyborami małego majsterkowicza.
Frank chadza do miejsca, którego strasznie mu zazdroszczę – Freddie’s BBQ Joint. Wprawdzie nie jem mięsa, ale byłoby miło, gdyby Freddie serwował mi burgery z ciecierzycy z frytkami z batata albo bekon z tempehu, w obskórnym lokaliku gdzieś na przedmieściach.

Jeśli chodzi o The Big Bang Theory, większość zapewne pragnie zostać doktorem Sheldonem Cooperem. Mnie jednak najbardziej ciągnie w kierunku Bernadette. Zawsze imponowały mi małe, niepozorne osóbki o wyglądzie blondwłosego aniołka, które potrafią przeistoczyć się w Lorda Vldemorta skrzyżowanego ze Smaugiem
i Królem Elfów w tej bardziej wkurzonej wersji. Marzy mi się bycie kimś w rodzaju elfickiej księżniczki, która następnie rozstawia wszystkich po kątach i terrorem w postaci wysokiego głosiku niczym Smerfetka sieje terror, zawsze dopinając nim swego.

Grace&Frankie to dla mnie kopalnia inspiracji. Ale jest jedno hasło, które kondensuje wszystkie najlepsze cechy obydwu bohaterek tego serialu.

Zapalić kiedyś substancję psychoaktywną w taki sposób, żeby na morskiej skale zobaczyć Jezusa.

Fobrydelsen, czyli duński odpowiednik The Killing Netflixa, to serial o aspołecznej pani komisarz, która rzuciła palenie, do kolacji otwiera sobie piwo, a uśmiecha się mniej więcej raz na sezon. Jednak co w niej najlepsze, to gracja z jaką nosi swoje ukochane wełniane swetry. Bo musicie wiedzieć, że Lund, Sara Lund, nie nosi niczego innego niż dżinsy i wełniane swetry w przeróżnych kombinacjach wzorniczych. Chciałabym, o Świętopełku, chciałabym tak naturalnie wyglądać w owczym swetrze w świąteczne wzorki
i zupełnie naturalnie biegać w nim po lasach w pogoni za bandytami, strzelając sobie do nich wesoło z glocka, żując raz po raz Nicorette.
Przyjęłabym nawet w pakiecie tego glocka, Nicorette i bandytów, wszystko dla swetrzanej gracji. Niestety, los zechciał, żebym
w wełnianym swetrze wyglądała jak nastoletnia pasterka w porze przedobiedniej zmierzająca po swoje stado na halę.

Jestem chyba ostatnią osobą na świecie, która nie oglądała
Gry o tron. Jeśli jesteście jakoś w stanie mnie do tego przekonać, byłoby super, bo potrzebuję zachęty. W każdym razie, moja wiedza na temat postaci jest ograniczona. Z kilku znanych mi bohaterów bez wahania wybrałabym Ygritte, bo zawsze chciałam mieć rude włosy
i uwielbiam akcent i ton jakim wypowiada You Know Nothing, Jon Snow. Przypuszczam jednak, że pewnie już ktoś ją zabił.

Przez trzy lata uczyłam się rosyjskiego, ale nigdy nie wypowiem łobożesztymój jak Ciocia Stasia z Klanu. Niezmiernie zazdroszczę, jak również tego, że ma nieograniczony dostęp do leków na receptę w przydomowej aptece.

Jest jedna postać, od której nie chciałabym zapożyczyć absolutnie niczego. Mam wrażenie, że ten serial już się skończył, wiecie, to ten, którego-nazwy-nie-wolno-wymawiać. Jednak z socjologiczno-psychologicznego punktu widzenia, od kiedy pamiętam fascynowała mnie Brooke. Z ojcem męża, synem, bratem syna, dzieckiem syna, szwagrem, wujkiem. Dziwię się, że nie doszła jeszcze do etapu związku z samą sobą albo żoną byłego męża.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s