K.M.W.

Jest taka jedna osoba, z którą najprawdopodobniej nigdy nie stracę kontaktu na stałe.

Możemy nie odzywać się do siebie miesiąc albo rozmawiać dwa razy dziennie.

I nie ma to zupełnie wpływu na stopień naszej zażyłości. Ani nie jest związane z kłótnią.

Nie wiem nawet kiedy nasza relacja tak bardzo się zacieśniła. Kiedy zwykła znajomość zamieniła się w koleżeństwo, a ono dalej
w przyjaźń, ale proces zacieśniania więzi zdecydowanie można nazwać ewolucją.

I choć w sumie nigdy nasze tryby życia nie pozwalały na częste spotkania (oprócz tych w szkole), zawsze czułam, że mam kogoś bardzo blisko, kto nawet jeśli nie rozumie, to nie skrytykuje w niekonstruktywny sposób albo odwróci się ode mnie, bo jestem diametralnie różna.

Zdecydowanie jestem inna. Różnimy się bardzo, ale jest w nas coś, co nas do siebie ciągnie, pozwala zrozumieć się w lot i nie mieć oporów żeby się przed sobą otworzyć.

Choć nie mam i zapewne nie będę mieć rodzeństwa, to jest ta osoba, z którą czuję ten typ najlepszej rodzinnej więzi.

Właśnie takich więzi mi w świcie brakuje. Możesz nie odzywać się do siebie długo, ale kiedy już wybierzesz numer telefonu, rozmawiasz dokładnie w ten sam sposób, jak na znienawidzonej chemii w liceum. Ten sam poziom bliskości, ten sam sposób zrozumienia.

Nasz drogi rozeszły się w dość naturalny sposób. Zmiana trybu życia, różne kierunki studiów, różne etapy w życiu. Jednak żadna z tych rzeczy nie była w stanie zakończyć naszej przyjaźni.

To taka osoba, której numer wybierasz w każdej sytuacji swojego życia. Kiedy chcesz się podzielić dobrą wiadomością albo wypłakać. Zawsze możesz poprosić o pomoc i zawsze ją otrzymasz, niezależnie od tego, czy samemu byłoby Cię na coś takiego stać.

Jestem w stanie przywołać tylko jedną kłótnię. Trwała jakieś trzy lekcje.
Nie pamiętam też, żebyśmy kiedykolwiek użyły wobec siebie słowa przepraszam. Nie dlatego, że nigdy nie pojawiła się taka potrzeba. Po prostu najczęściej nie potrzeba było słów, a i tak wiadomo było, że ktoś czuje się głupio z tym, co zrobił.

I choć jest w moim życiu jeszcze kilka relacji, które równie mocno cenię, ta jest inna, po prostu inna.

Mam wrażenie, że za wszystko, co ze mną przeszłaś, wiszę Ci dużą czekoladę i pokrycie kosztów leczenia, jeśli przeze mnie zwariujesz.

Cieszę się, że Cię spotkałam, choć podobno tych dobrych siedem lat temu się mnie bałaś, bo taka byłam zbuntowana.

I nie będę prawić morałów, że przyjaźń jest cenna i trzeba o nią dbać. Życzę Wam tylko, żeby trafiły Wam się takie relacje. W których nie trzeba się spinać, a jest dobrze, po prostu miło, jak wtedy kiedy wracasz do domu w deszczowy dzień.

PS Zdjęcie to pole, pole to wiśniówka z colą.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s