Sherlock vs M jak miłość – czyli morfologia serialu

Wiem, wiem. Premierowy odcinek został wyemitowany w BBC 1 stycznia. Czyli drugiego mogłam zobaczyć go sobie na CDA.
Ale zamiast tego, poczekałam do siódmego, żeby cieszyć, razem
z innymi członkami fandomu, widokiem kości policzkowych Cumberbatcha w rozmiarze jednej trzeciej ekranu kinowego.
Wy nazwiecie to fetyszem, ja nazwę ślepą miłością aż do śmierci.

When I fall in love, it will be forever. Ta reguła w moim życiu klei się w wyjątkowy sposób do seriali. Nawet kiedy odcinek jest słabszy, miłość nie blednie. Nie bez wyjątku jest tak i z Sherlockiem. Postaci, aktorzy, fabuła, sam pomysł, praca całej ekipy i chęć telewizji publicznej do stworzenia czegoś takiego, zachwyca mnie na tyle mocno, żeby mimo dostrzegania drobnych niedociągnięć, być groupie piszczącą na wieść o planowanym nowym sezonie.

O Sherlocku można by tak zasadniczo w nieskończoność. Wymieniając jego niekończące się zalety i pomijając jego wady.

Ale po drodze nasunęła mi się pewna myśl, tak więc postanowiłam odłożyć na później tworzenie peanów z Benedictem w roli opiewanego, choć ta doskonała twarz śni mi po nocach.

Brytyjczycy nie boją się robić hermetycznych seriali. I nie
w znaczeniu – dla wąskiego grona odbiorców, mam wrażenie, że pod tym względem jest wręcz przeciwnie. Chodzi mi o fabułę, sam pomysł na serial. Sherlock – środowisko zbrodni – policjanci, detektyw, czarne charaktery. Downton Abbey – Anglia początku
XX w., Doctor Who – science fiction.

Odnoszę wrażenie, że jedynie Brytyjczycy mają w sobie tyle odwagi, aby stworzyć projekt, który w jakimkolwiek innym kraju trafiłby do bardzo wąskiego grona odbiorców.  I naprawdę nie wiem, jak oni to robią, że te produkcje biją rekordy popularności, a w dodatku chce je produkować państwowa telewizja.

Zastanawiam się, czy to kwestia dobrego PR-u, że Brytyjczycy tak chętnie oglądają nietypowe z polskiego punktu widzenia seriale, czy po prostu mają tak dobry gust. Może być też tak, że brytyjska telewizja podjęła misję produkowania rzeczy wartościowych, co niekoniecznie może być zbieżne z gustami widzów. Bo w Polsce mało kto wyprodukuje serial, którego nie obejrzą emerytki
i kobiety w średnim wieku.

Widać, że serialowa tendencja w Polsce ulega zmianie. Prokurator, Pakt, Wataha, Czas Honoru. To nie są typowe polskie seriale obyczajowe, które ogląda się do kolacji. Ktoś nad nimi pomyślał, ktoś chciał zrobić coś świeżego, czego w Polsce jeszcze nie było.
Ale za granicą pojawiło się już na pewno. Póki co gonimy, a nie wyznaczamy nowie kierunki i jeszcze długo tak pozostanie.

Ponadto lubimy to, co nasze, co dobrze znane, swojskie i świetnie wpisuje się w naszą kulturę.
M jak miłość, Na Wspólnej, Pierwsza Miłość. To jest wszystko odbite jak przez kalkę, tylko ze zmienionymi imionami. I jasne, że niektóre kolacjówki stają się potem sztandarowe, jak na przykład Dynastia czy Moda na sukces, ale kiedy miały swoje czasy świetności, były czymś nowym. Wszystko co później, to już tylko mniej lub bardziej udane kopie.

Dlatego nawet najlepsze seriale idą trochę na łatwiznę, bo nasze społeczeństwo przywykło to oczywistości. A ściślej mówiąc – do oczywistej zagadki, na miarę tych ze Scooby Doo. Dla pięciolatka są okej, ale u przeciętnego dwudziestopięciolatka uruchamiają jakiś 1 procent mózgu.

Zastanawiam się, jak Brytyjczycy postrzegają swoje sztampowe seriale, choćby takie jak Fawlty Towers – Hotel Zacisze. Dla nas to przedstawiciel klasycznego brytyjskiego humoru,
w najbardziej kunsztownym wydaniu. A może Brytyjczycy zachwycaliby się M jak miłość? Po prostu zastanawiam się, czy takie klasyki to kwestia inności – intryguje nas coś, co jest nam obce kulturowo, czy to są zwyczajnie ponadprzeciętne seriale, zdolne zachwycić każdego?

Jedno jest pewne – jeszcze bardzo długo nikt w Polsce nie zainwestuje w odważny serial. Taki łamiący wszelkie standardy, intrygujący, rozpalający raz w tygodniu szare komórki do czerwoności, nawet jeśli miałyby analizować jedynie sitcomowe riposty w stylu Basila Fawlty, nie mówiąc już o intrygach na miarę Sherlocka. Bo nie watpię w to, że Polak byłby w stanie taki serial napisać.

Dodatkowo myślę sobie, że Brytyjczycy potrafią zachować równowagę. Po jednej stronie Downton Abbey, po drugiej Benny Hill albo Jaś Fasola. Nie zmienia to jednak faktu, że nawet te najprostsze formy brytyjskiej rozrywki serialowej nie są do bólu oczywiste, powstały z błyskotliwego pomysłu na postać, która została zagrana przez wybitnego aktora.

Tym bardziej smuci mnie fakt, że tak bardzo kulejemy z serialami, kiedy pomyślę sobie o takich klasykach jak Alternatywy 4, Wojna Domowa czy Czterdziestolatek. To były naprawdę świetne produkcje. Wyznaczały jakiś trend, nie musiały niczego gonić. Świetnie oddawały ten typowy polski humor czasów PRLu. Wtedy twórcy potrafili napisać coś, co było w pewnym sensie portretem tamtego społeczeństwa, jednak pozbawionym dosłowności
i przedstawionym tak, aby nie pokazywać ludziom tylko tego, co widzą co dzień na ulicy.

Pozostaje nadzieja, że my też doczekamy się swojego odpowiednika The Game Is On.

zdjęcie: bbc.co.uk

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Sherlock vs M jak miłość – czyli morfologia serialu

  1. W Polsce raczej ciężko o stworzenie czegoś świeżego…Oczywiście produkcje, które wymieniłaś w tekście zwracają swoją uwagę produkcją, historią itd., ale to najczęściej, w mniejszym lub większym stopniu inspiracja zagranicznymi serialami (w Pakcie czołówka i wiele scen wyjątkowo intensywnie kojarzą się z „True Detective”).
    Brytyjczycy mają swoją genialną historię, określony sposób bycia i mega unikalne poczucie humoru. Poza tym umówmy się, brytyjska kultura – sztuka, design, muzyka, kino i telewizja są niesamowite, bo doskonale łączą w sobie ukochanie dawnej historii ze współczesnością. Sherlock jest jednym z doskonałych przykładów – stworzony na podstawie powieści A.C. Doyle’a, ale podany tak, żeby trafić do dzisiejszego, młodego widza.

    A kwestii fanów serialu nie wyjaśnię, bo to fenomen w skali światowej :) The fandom that waited <3

    Polubione przez 1 osoba

    1. Najgorsze jest to, że w Polsce także mamy ogromną spuściznę kulturową – malarzy, grafików, aktorów, muzyków, tylko nie potrafimy o tę spuściznę dbać – lepiej dba o nią zagranica. Poza tym, masz rację co do przeplatania się historii ze współczesnością – odnoszę wrażenie, że dla Brytyjczyków historia jest częścią ich współczesności, także dzięki monarchii.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s