Mosty zamiast murów

Czasem zdarza się, że studia znienacka okazują się być interesujące. Albo chociaż prowadzący. Lub przedmiot. W skrajnych warunkach – zagadnienie.

Przy okazji tego niezwykłego przypadku, odkryłam całkiem interesujący mnie temat, na dodatek, olaboga!, nadający się do zastosowania w codziennym życiu. A myślałam, że studia nie uczą niczego przydatnego.

Kwestia dotyczy barier konstruktywnego porozumiewania się. Choć za chwilę przeczytacie coś, co możecie znaleźć w literaturze akademickiej, obiecuję, że jest maksymalnie pożyteczne w życiu codziennym.

Jakie więc bariery utrudniają nam komunikację z ludźmi?

W relacji z drugim człowiekiem, miewamy tendencję do forsowania własnej osoby – przyjmowania postawy obronnej, która ma nam zapewnić możliwość pełnego wyrażenia siebie, jednak bez względu na to, jak wyraża siebie w tej relacji druga osoba.
Najczęściej szukamy zrozumienia dla własnego punktu widzenia
i poglądów, natomiast ciężko jest nam nastawić się na słuchanie drugiej osoby.
Jeśli słuchamy, to w sposób selektywny, czyli słyszymy tylko to, co słyszeć chcemy.

Co gorsza, zdarza nam się jedynie słyszeć – generalnie widzimy, że ktoś porusza ustami i dociera do nas to, co mówi, trafia to do naszej pamięci operacyjnej, która chwilę później przenosi całą swoją zawartość do kosza. W czasie słyszenia zwykle przygotowujemy sobie w głowie odpowiedź, na to, co mówi nasz adwersarz.

Szkoda tylko, że nawet nie usłyszeliśmy do końca, co powiedział. Pół biedy, jeśli swoje zdanie wygłaszamy po tym, jak druga strona skończy swoją wypowiedź. Gorzej, jeśli jesteśmy tak zdeterminowani żeby wyrazić swoje zdanie, że nawet nie czekamy, aż ktoś skończy wypowiedź i wchodzimy mu w słowo.

Ile razy mamy ochotę kogoś udusić, bo myśli zupełnie inaczej niż my? I tutaj czai się kolejna pułapka – chcesz kogoś zmienić, zanim spróbujesz go zrozumieć.

Krytyka? Jasne, konstruktywna jest w porządku, ale w relacji
z drugim człowiekiem powinna polegać na mówieniu, jaki wpływ ma na nas dana sytuacja, jak postrzegamy w niej siebie i tę drugą stronę, zamiast wymierzania mu słownych razów w policzek, bo jest wredny, podły i najgorszy na świecie.

Nie mniejszym problemem jest przykładanie starych schematów do teraźniejszych sytuacji, niemających ze sobą nic wspólnego. Odbieramy tym drugiej osobie szansę na zmianę – czegokolwiek by nie zrobiła, zawsze usłyszy o swoich błędach z przeszłości.

Kolejną kwestią jest potrzeba bycia zrozumianym. Kiedy oczekujemy, żeby ktoś wyczuł nasze potrzeby intuicyjnie, szanse na zrozumienie lecą w dół na łeb na szyję. Nie da się tak, chyba, że masz do czynienia z jasnowidzem albo medium.

Brak komunikatów, jak i niejasne komunikaty tworzą bariery, które nie tak łatwo przebić.
W zgadywanie można dla rozrywki bawić się w przedszkolu, budowanie relacji w ten sposób nie jest niczym dobrym. Kiedy mówisz wkurzasz mnie, a na pytanie: czym? odpowiadasz – wszystkim, to używasz niejasnych określeń, które dobrze byłoby doprecyzować. Inaczej nikt ich nie zrozumie, a tym bardziej – nie przeanalizuje i nie wyciągnie z tej analizy wniosków.

Co więc zrobić, żeby komunikowanie się z ludźmi nie było ciągłą walką o swoje racje?

Szanujmy to, że każdy z nas jest inny. Nie możemy zmieniać ludzi tak, aby pasowali do naszej wizji świata. Możemy się pieklić, denerwować, bić głową w mur, ale nie wolno nam nikogo na siłę zmieniać. Jeśli ktoś zmieni się na siłę, można zapomnieć, że zrobił to na stałe. Do zmiany trzeba dojrzeć. Nie zawiniesz kogoś w gazetę jak awokado, żeby szybciej dojrzał.
Jeśli chcemy być zrozumiani, nie powinniśmy dawać przeciwnych znaków. Używajmy prostego języka, ścisłego i konkretnego, który dla nas też byłby zrozumiały.
Powinniśmy także zrozumieć, że jasnowidze nie istnieją. Powiedz
o swoich potrzebach, zamiast oczekiwać, że ktoś je odgadnie.

W relacjach najważniejsza jest szczerość i otwartość. Nie udawajmy, że jest inaczej niż sądzimy. Werbalizujmy nasze myśli, wątpliwości, pomysły. Wprost.

Wypowiadajmy się o sobie. Mało kto dobrze przyjmuje krytykę, kierowaną w typie zarzutów przeciwko niemu. Mówmy o swoich uczuciach związanych z daną sytuacją. Drugiej osobie będzie łatwiej wczuć się w nasze myśli i odczucia. Poza tym – dorośli ludzie nie muszą się sobie tłumaczyć, a właściwie – relacja między nimi powinna być na tyle jasna, aby wieczne tłumaczenia zamienić na regularne rozmowy.

Psycholog Carl Rogers zaproponował następujące ćwiczenie: kiedy następnym razem będziesz się z kimś spierał, przerwij na chwilę dyskusję i wprowadź zasadę: każda osoba może mówić w swoim imieniu dopiero po dokładnym opisaniu swoimi słowami poglądów i uczuć osoby, która wypowiadała się uprzednio, tak aby ta osoba czuła się usatysfakcjonowana. 

Moim zdaniem to świetna opcja, kiedy masz dość wiecznych nieporozumień i szukasz czegoś, co pomoże wprowadzić dobre zmiany. Ćwiczenie nie jest oczywiście wyjściem załatwiającym każdą sprawę, sposobem na rozwiązanie każdego problemu, ale warto poeksperymentować by za jego pomocą wypracować stałe rozwiązanie.

Słuchajmy innych i mówmy o sobie, z taką samą otwartością. Każdy z nas chce być zrozumiany i wyrażać swoje zdanie równie mocno.

Tekst napisany na podstawie książki Johna Stewarta Mosty zamiast murów – podręcznik komunikacji interpersonalnej  i obserwacji siebie oraz otoczenia ;).

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Mosty zamiast murów

  1. Dzisiaj bardzo duży procent komunikacji i interakcji międzyludzkich przeniósł się do świata online. Tym trudniej jest wszystkim zwyczajnie, po ludzku pogadać, a przy okazji słuchać się wzajemnie. Twój tekst jest bardzo mądry, a sam temat – bardzo na czasie.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s