Dziewczyna czyta #1 – Miejsce gdzie ludzie płaczą, choć zawsze widzimy ich uśmiechniętych

W sierpniu 2008 roku cały świat żył Igrzyskami Olimpijskimi w Pekinie. Organizacje broniące praw człowieka i państwa zachodnie wywierały naciski na Chiny, aby lepiej traktowały uchodźców, dysydentów i mniejszości narodowe. Chiny, obawiając się, że problemy związane z łamaniem praw człowieka mogą przyćmić narodowy triumf, zaczęły aresztować każdego, kto mógłby przysporzyć jakichkolwiek problemów.
Dla handlarzy żywym towarem biznes stał się bardzo ciężki. Policjanci,
w obawie o swoje życie, żądali coraz wyższych łapówek za przymykanie oka na ciemne interesy obywateli. Uciekinierów z Korei Północnej masowo wyłapywano i odsyłano
z powrotem. Oznaczało to dla Koreańczyków z północy pewną śmierć.

I mówiąc pewną śmierć, mam na myśli śmierć w obozie pracy, tortury stosowane nie tylko dla samego skazanego, ale i całej jego rodziny.

Kiedy liczyliśmy medale, oglądaliśmy zmagania największych sportowców, a po transmisjach kładliśmy się do łóżka, gdzieś w Chinach, czternastoletnia dziewczynka wraz z matką mieszkała u handlarza żywym towarem, który jakiś czas wcześniej kupił ją od innego handlarza za jakieś dwa tysiące dolarów. Wtedy i tak znajdowała się już
w wyjątkowo dobrym położeniu. Mogła mieszkać z matką. Wcześniej rozdzielono je
i sprzedano osobno. Były od siebie oddalone o kilkaset kilometrów. Yeonmi pomagała wtedy człowiekowi, który ją kupił, sprzedawać inne kobiety.

Czy typowa piętnastolatka w naszym kraju jest czyjąś własnością kupioną za pieniądze, nie ma prawa do edukacji, ani nawet prawa do poczucia bezpieczeństwa?

Yeonmi Park, podobnie jak jej Matka i Siostra (którą Yeonmi z Matką odnalazły dopiero 8 lat po tym, kiedy ostatni raz się widziały) są uciekinierkami z Korei Północnej. Reżimu od lat rządzonego przez Kimów. Obecnie panujący Kim Dzong Un, jest już trzecim pokoleniem.
Z Korei Północnej nie można tak po prostu wyjechać. Granice są pilnie strzeżone,
a każdy obywatel złapany na próbie ucieczki, trafia w najlepszym wypadku obozu pracy/ obozu reedukacyjnego (oznaczającego mniej więcej to samo, co śmierć), w najgorszym zostaje rozstrzelany. Sankcje za ucieczkę nie dotyczą tylko samego uciekiniera, ale też całej jego rodziny.

Taki sam mechanizm odnosi się do każdego innego z ,,przestępstw’’ – jeśli popełni je jeden z członków rodziny, wszyscy inni również ponoszą tego konsekwencje.

W Korei Północnej każdy obywatel przynależy do określonej kasty, tak zwanego songbunu. Miejsce w najwyższej kaście, tak zwanym rdzeniu, należy się zasłużonym rewolucjonistom oraz osobom o sprawdzonej lojalności wobec przywódcy. Do niższego songubunu nazywanego podstawowym, przynależą warstwy społeczne uważane za chwiejne – byłych mieszkańców Południa lub ludzi posiadających tam rodziny, dawnych kupców albo zwykłych ludzi, którzy z jakiegoś powodu nie mogą liczyć na pełne zaufanie władz. Wreszcie najniższy songbun tworzą wrogowie reżimu: kapitaliści, dawni właściciele ziemscy oraz ich potomstwo, rodziny więźniów politycznych, wyznawcy religii (Korea Północna jest ateistyczna – wyznaje się jedynie kult Przywódcy), byli żołnierze południowokoreańscy i inni uważani za wrogów Korei Północnej.

Jeżeli należysz do najniższego songbunu, nie masz do niczego prawa.

Wszystko to, o czym tutaj piszę, można przeczytać w książce, którą Yeonmi Park napisała po ucieczce z Korei Północnej – przez Chiny, pustynię Gobi, Mongolię, aż do Korei Południowej. Nie chcę opisywać fabuły książki, chciałabym tylko pokazać trochę większej liczbie osób to, czego sama się z niej dowiedziałam, a z czego my – ludzie żyjący poza Koreą Północną, nie zdajemy sobie nawet sprawy. Wiemy tylko tyle, że rządzi tam mały, śmieszny, gruby człowieczek, który od czasu do czasu grozi całemu światu wystrzeleniem pocisku, a obywatele śpiewają wesołe piosenki na cześć wodza
i udają szczęśliwych, mimo że nie mają co jeść.

Sama zawsze myślałam, że Koreańczycy z Północy po prostu udają radość na potrzeby propagandowych filmów. Nic bardziej mylnego. Jak opisała to Yeonmi, w ich głowach rodzi się coś, co Orwell w 1984 nazwał dwójmyśleniem. Dzięki temu Koreańczycy są
w stanie z jednej strony śpiewać propagandowe piosenki, uczyć się dodawania – nie jak dzieci na całym świcie na jabłkach czy pieniądzach, ale na amerykańskich wrogach, wierzyć w to, że Najwyższy Wódz słyszy ich myśli, a jednocześnie trudnić się nielegalnym handlem żeby kupić trochę jedzenia, czy wierzyć
w to, że w Korei Południowej i Ameryce panuje skrajna bieda i głód, jednocześnie zachwycając się światem z amerykańskich i koreańskich filmów, oglądanych przy zasłoniętych szczelnie zasłonach.

Życie Koreańczyków można porównać do prostego mechanizmu. Patrzysz na pustą lodówkę, ale wierzysz, że tak powinno być, że to prawidłowo i dobrze, bo ktoś, kto wyrobił sobie u Ciebie autorytet przez używanie siły i strachu, właśnie tak Ci powiedział. Kradniesz jednak w sklepach, żeby zaspokoić głód.

Najbardziej wstrząsnęło mną to, że jedynym powodem, dla którego Yeonmi zdecydowała się na ucieczkę z Korei Północnej był głód. Obawiała się, że pewnego ranka nie obudzi się już więcej, bo umrze z głodu. Jak przyznała dużo później, gdyby
w Korei miała tyle jedzenia, co ludzie w Nowym Jorku w śmietnikach, nigdy nawet nie pomyślałaby o ucieczce.

Mimo tego że zdarza mi się to niezwykle rzadko, czasem wyrzucam jedzenie do kosza. Niezjedzone resztki z obiadu, przeterminowany jogurt – dla kogoś mogłyby być powodem do pozostania w kraju, który traktuje obywateli jak kryminalistów.

Yeonmi w książce opowiada o wizycie w domu chłopaka, który bardzo jej się podobał, zresztą z wzajemnością. Kiedy zobaczyła w jego koszu na śmieci obierki z pomarańczy, przeżyła szok, że można tak marnotrawić jedzenie. Staje się to mniej szokujące, kiedy kilkadziesiąt stron wcześniej czytasz, jak Yeonmi z siostrą jadły pieczone nad ogniskiem owady albo przydrożne zioła, żeby tylko wypełnić czymś żołądek.

Jeśli chodzi o chłopaka – należał do najwyższego songbunu, więc mimo ich wzajemnej miłości, ich związek nie byłby nigdy możliwy. Kilka lat po ucieczce z Korei Yeonmi dowiedziała się, że rodzina ukochanego utraciła swój songbun. Przypuszczacie, co się
z nimi mogło stać.

Yeonmi żyje teraz normalnie, studiuje na Columbii, ale jeszcze niedawno nie miała co jeść, nie mogła się uczyć, musiała pracować na seks czacie żeby zarobić na życie, padała ofiarą gwałtów, patrzyła jak jej ojciec umiera, bo nikt nie potrafi udzielić mu pomocy.

Jak różne są te dwa życia? W piekle i po ucieczce z niego. Życie takie jak nasze i życie przeciętnego Koreańczyka z północy.

Nie myślcie, że reżim zapomniał o Yeonmi.

,,Na początku 2015 roku reżim umieścił w sieci dwa filmy wideo, w których nazwano mnie kłamczynią i ,,propagandową marionetką działającą w ruchu praw człowieka’’. Przeanalizowali udzielane przeze mnie wywiady i zaatakowali mnie za rzekome niekonsekwencje. Jeżeli reżim nie mógł zakwestionować moich słów, wymyślał kłamstwa o mnie i mojej rodzinie. Oskarżyli matkę o niemoralność, a ojca o to, że handlował żywym towarem, ponieważ pomógł naszym sąsiadkom uciec do Chin. Z jakiegoś tajemniczego powodu próbowali dowieść, że kłamałam w sprawie śmierci ojca, i sfilmowali lekarza, który zapewnił, że ojciec zmarł na raka w szpitalu w Korei Północnej, a nie w Chinach.

Co najgorsze, zmusili do występu w filmie moich krewnych i przyjaciół z dzieciństwa. Nie widziałam stryja Park Jina, ciotek i kuzynów od ośmiu długich lat, teraz zaś z przerażeniem patrzyłam, jak udzielają wywiadów przed kamerą. Propagandyści reżimu dotarli nawet do Jong Ae, naszej dobrej sąsiadki w Hiesan, która pomogła mnie i siostrze, gdy zostałyśmy same i byłyśmy w rozpaczliwej sytuacji. Bolało mnie, że wszyscy źle o nas mówią, lecz przynajmniej wiedziałam, że żyją.’’

Powiem szczerze, że totalnie nie wiedziałam jak zabrać się za ten tekst. Jest tyle rzeczy, które chciałabym opisać, ale wiem, że nie starczyłoby mi na nie miejsca we spisie,
a Wam czasu, żeby to wszystko przeczytać.

,,Przeżyć’’ to jednak z niewielu książek, które naprawdę mnie poruszyły. Wstrząsnęła mną, bo to prawda. To wszystko dzieje się w XXI. wieku. Ludzie głodują, nie mogą mówić co myślą, robić czego chcą, donoszą na siebie ze strachu, nie mają prawa absolutnie do niczego. Są własnością państwa.

Nie piszę tego po to, żebyśmy teraz zaczęli doceniać swoje wspaniałe życie, choć
z pewnością ten aspekt również ma znaczenie. Piszę o Yeonmi, żeby jeszcze więcej osób dowiedziało się o reżimie Korei Północnej. Bawi nas mały gruby człowieczek, ale często zapominamy, że za nim kryje się tragedia milionów nieszczęśliwych do granic możliwości ludzi.
Piszę też o to, żebyśmy nie bali się mówić o prawach człowieka, które, mimo że mamy XXI. wiek, wciąż są nagminnie i jawnie łamane nie tylko w Azji, ale także w Europie.

Uświadomienie sobie tego, już jest krokiem naprzód.

Każdy człowiek ma równe prawa. Powinien móc śmiać się, uczyć, rozwijać, kochać, być szanowanym, wyrażać swoje opinie. Jak długo nie dla każdego będzie to dostępne, tak długo nie będzie sprawiedliwości.
Bądźmy wrażliwi na to, żeby korzystając z naszych praw, nie ograniczać praw innych ludzi.

Chciej dla innych przynajmniej tyle dobroci ile pragniesz jej dla siebie.

Polecam Wam wszystkim lekturę książki Yeonmi – Przeżyć – droga dziewczyny z Korei Północnej do wolności (angielski tytuł: In order to live: a North Korean Girl’s Journey to Freedom). Ta książka zmienia perspektywę.

fot. Emil Hougaard

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Dziewczyna czyta #1 – Miejsce gdzie ludzie płaczą, choć zawsze widzimy ich uśmiechniętych

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s