-49% Rossmann – antyporadnik

Jako jedyna w Internecie doradzę Wam, czego nie kupować.


Możecie teraz pomyśleć, że jestem nienormalna. Nie bardziej niż zwykle, odpowiadam.

Bo przecież -49 jest po to, żeby manewrować między rozpychającymi się łokciami i upolować konkretny łup.

Co się ze mną stało i jak można szybko u siebie rozpoznać symptomy? Już mówię.

Od jakiegoś czasu staram się praktykować minimalizm. Nie dziwi mnie, jeśli właśnie macie przed oczami jak codziennie rano wyciągam z szafy worek po ziemniakach z otworami na ręce i głowę, myję się szarym mydłem i chodzę boso, bo szkoda mi pieniędzy na buty.

Otóż w rzeczywistości wygląda to trochę lepiej. A do kwestii wyprzedaży w Rossmannie ma się to tak, że nie ekscytuję się nią jak pięciolatka wizytą w sklepie z zabawkami. A raczej ekscytuję się, po czym przypominam sobie, że przecież nie chcę nic kupować. I emocje opadają.

Kiedy Rossmann po raz pierwszy zorganizował akcję -49%, pobiegłam do sklepu i wrzuciłam do koszyka jakieś dziwne rzeczy. Na przykład, podobały mi się kredki do oczu – niebieska i bordowa. I cień do powiek w kredce, turkusowy i brązowy. Co z tego, że w sumie nie malowałam oczu. Ale kredki były fajne. Zakupy wprawdzie mnie nie zrujnowały, bo wydałam grosze, ale za to zapewniłam sobie tanim sumptem nową powierzchnię do zbierania się kurzu na komodzie.

No bo przecież nie muszę Wam mówić, że skoro do tej pory nie malowałam oczu i też nie postanowiłam sobie, że będę z makijażem eksperymentować, nie zaczęłam nagle tych produktów namiętnie używać.

Jak teraz sobie tak o tym na spokojnie pomyślę, najwięcej produktów w Rossmannie kupiłam poza tą wielką promocją. I to był strzał w dziesiątkę, bo kierowałam się wtedy jedną zasadą:

najpierw stwierdź, że czegoś naprawdę potrzebujesz, potem to kup.

I może wydałam trochę więcej pieniędzy, za to o wiele mniej rzeczy okazało się nietrafionych.

Kilka dobrych miesięcy temu znacząco przerzedziłam swoje zasoby kosmetyczne. Zostawiłam tylko to, czego używam. Częściej lub rzadziej, ale nadal używam. Bo po co mi kredki, których nie dotykam. Albo dotykam kiedy mam kryzys i próbuję zrobić sobie makijaż na biczę, a wychodzi mi drag queen po całonocnej imprezie. Po co mi pomadko-coś tam, skoro zazwyczaj nie maluję ust? A jeśli maluję, to jedną z czterech pomadek, które są moimi ulubionymi.

Przestałam kupować rzeczy, którymi wiem, że nie będę się malować. Kusi mnie wiele palet cieni, ale mam świadomość, że chwilowo nie mam cierpliwości ani potrzeby zabawy z cieniami i moimi powiekami.

Nadal uwielbiam chodzić do Rossmana i z pewnością bywam tam raz na tydzień, ale najczęściej tylko oglądam. A jeśli coś wpadnie mi w oko, analizuję czy na pewno, czy chcę, czy w tym kolorze, ale przede wszystkim: czy to coś po zakupie będzie w użytku.

Nie chodzi o to, że jestem skąpa, dziwna (okej, jestem dziwna), po prostu nienawidzę otaczać się zbędnymi rzeczami. Nie cierpię również wydawać pieniędzy na badziew słabej jakości, tylko dlatego, że podjęłam decyzję pod wpływem ceny/koloru/opakowania/zdolności perswazyjnych  pani ekspedientki/fazy księżyca/PMSu.

To nie znaczy, że nigdy nie zdarzają mi się spontaniczne zakupy, tylko teraz zamiast kupować niepotrzebne mi rzeczy, kupuję tylko takie, które naprawdę chcę mieć. Co najwyżej w wysokiej cenie mimo że gdzie indziej coś byłoby taniej lub za chwilę gdzieś będzie na coś promocja. Czasami po prostu na nowy tusz do rzęs nie można czekać do promocji (chyba rozumiecie jak to jest –  chleb potrzebny na kolację też nie poczeka do śniadania).

Tak więc do zakupów podczas osławionej promocji -49 staram się podchodzić ze zdrowym rozsądkiem. Kup to, czego potrzebujesz. O czym myślałaś od dłuższego czasu. Nie wrzucaj do koszyka czegoś tylko dlatego, że robi na Tobie super wrażenie w sklepie. Zastanów się, czy będziesz tego używać, czy Ci pasuję i poświęć chociaż 10 sekund na przescrollowanie opinii na Wizażu.

No chyba, że lubisz wyrzucać pieniądze w błoto i wycieranie kurzu z kosmetyków w sobotnie przedpołudnia.

Albo po prostu stać Cię i lubisz mieć dużo kosmetyków. Nie rozumiem, ale szanuję. 

Niemniej jednak uważam, że kosmetyki mają pasować do Ciebie, nie Ty do tych, które wrzuciłaś przypadkiem do koszyka.

A teraz idźcie i bawcie się dobrze, tylko wspomnijcie mnie ciepło patrząc na zawartość koszyka :D.

PS Na obecnej promocji kupię czerwoną konturówkę do ust i srebrny eyeliner, jeśli znajdę odpowiedni :).

PS2 Rossmann ma sklep internetowy z możliwością dostawy do domu lub drogerii :).

Reklamy

11 uwag do wpisu “-49% Rossmann – antyporadnik

  1. Ojej! Jak dobrze! Możemy przybić wirtualną piąteczkę, bo mam identyczne podejście do tej promocji :)
    Ostatnio zakupy kosmetyczne musiałam zrobić miesiąc temu – skończył mi się ukochany liner i tusz do rzęs. I pewnie wszystkiego wystarczy mi do następnej promocji :)

    Polubione przez 2 ludzi

  2. Siet! Dziewczyno! Brawo! zrobiłam takie porządki wokół siebie po rozstaniu z facetem 2 lata temu i od tamtej pory zakupy przestały być męczarnią. Idę na zakupy i nawet jeżeli mam ochotę zmarnować pieniądze po to tylko, żeby poprawić sobie humor, to marnuję je z głową ;) dziwnie to brzmi, wiem ale wolę marnować je na coś, z czego będę w pełni zadowolona, będzie praktyczne i nie znudzi mi się po 2 tygodniach :) z kosmetykami mam tak samo a na promocjach kupuję tylko pudry i podkłady, to zawsze się opłaca ;) BTW, od wczoraj promocja -50% jest w Superpharm (tak to już u nich działa, tydzień w Rossmannie a kolejny w Superpharm) :D Pozdrawiam cieplutko!

    Polubione przez 3 ludzi

    1. Właśnie nie chciałam pisać, że humor zakupami poprawiam sobie rozsądnie, żeby nie zabrzmiało to jak herezja, także bardzo cieszę się, że ktoś to rozumie :D. Dzięki za cynk z superpharm! :D A po rozstaniach to chyba już taka zasada, że człowiek robi porządki :).

      Polubione przez 1 osoba

  3. Dokładnie! Czekam dopiero na promocję w lakierach, bo te nowe słodziaki z wibo wpadły mi w oko :) Nie ma co rzucać się na (przemacane) kosmetyki, które nie są mi do niczego potrzebne :) zdecydowanie popieram!

    Polubione przez 2 ludzi

  4. Ja się ciągle łapię na pułapki tego typu w sklepach Body Shop i Lush (kosmetyki z wyłącznie naturalnych składników. Bardzo dobre i bardzo drogie). Jednak rzeczy do pielęgnacji ciała, czy twarzy są warte swojej ceny i zawsze je zużywam do końca. A kolorowe cienie do powiek w kostce moje ukochane <3 Jednak chyba zacznę też kupować podkład i tusz do rzęs w tych sklepach, bo wszystkie popularne marki albo są nietrwałe, albo podrażniają mi skórę :/ często i tak się nie maluję, więc £15 na podkład i £10 na tusz do rzęs raz na ruski rok mogę wydać :)

    Polubione przez 2 ludzi

  5. Zgadzam się z tym co napisałaś , ja nie skorzystałam zz tej promocji bo zwyczajnie niczego nie potrzebowałam. Od jakiegoś czasu kupuje tylko to co jest mi niezbędne jeśli chodzi o kosmetyki do makijażu bo nadal mam problem z kupnem kosmetyków do pielęgnacji ;)

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s