Nie żałuj sobie!

Generalnie należę do tego grona osób, które prawie każdy zakup muszą mieć przemyślany co najmniej  tak mocno, jak decyzję wyjechania na stałe na Grenlandię.


Nienawidzę wyrzucać pieniędzy w błoto, jestem tym upierdliwym człowiekiem, który czyta metki, szuka opinii w Internetach, zastanawiam się czy coś się przyda, opłaca etc. etc.

Jednym słowem: nikomu nie życzę zakupów ze mną.

Są jednak takie kategorie dóbr materialnych, na które kompletnie nie szkoda mi pieniędzy. To znaczy i tak pomarudzę, że muszę wydać pieniądze, ale potrwa to jakieś trzy sekundy, które dzielą mnie od przyciśnięcia dodaj do koszyka albo zbliżenia karty do terminala, czyli nieporównywalnie krócej niż zwykle.

Ale, ale – co to takiego, zapytacie?

Książki. Kino. Teatr. Jedzenie. Podróże.

Na każdą z tych rzeczy wydałabym swoje ostatnie pieniądze. Okej, ten czas przyszły jest niepotrzebny, bo już kilka razy zdarzyło mi się, że właśnie w taki sposób pozbyłam się swoich ostatnich pieniędzy. Czy żałowałam? Nigdy.

Wychodzę z założenia, że najlepszą lokatą oszczędności jesteśmy my sami. W kogo jak nie w siebie powinnam inwestować? A najlepszą inwestycją są dla mnie właśnie szeroko pojęte dobra kultury.

Co takiego mi dają? Zostają ze mną na zawsze. Lubię kupować ciuchy i kosmetyki, ale mam świadomość, że kiedyś je wyrzucę i bardzo szybko o nich zapomnę.

A wszystko, co przeczytałam, obejrzałam, czego doświadczyłam w podróży albo co poznały moje kubki smakowe, zostanie ze mną na zawsze.

Tak, nawet jeśli okazało się do dupy, bo tak czy siak, wzbogaciło mnie o nowe doświadczenia i – bez przesady – w jakiś sposób mnie ukształtowało. To jak patrzę na świat, kim jestem, co lubię, wykształciło się w wyniku wszystkich tych powyższych bodźców, które nieustannie serwuję sobie za własne pieniądze. Albo za cudze, wiadomo.

Nigdy nie zapomnę emocji jakie pojawiły się we mnie podczas czytania mojej ulubionej książki, jak bardzo mną wstrząsnęła.

Zawsze będę pamiętać smak pieczonych kasztanów na starym mieście w Wiedniu. Pizzy z ziemniakami i rzymskich gelato. Blinów z kawiorem w Petersburgu.

Każdy zachód Słońca nad Adriatykiem i wschód, kiedy mnie, śpiącą na łódce, kołysało spokojne wtedy może. I najlepsza w życiu kremówka, jaką zjadłam tamtego popołudnia.

Szkockie włochate krowy i The National Gallery w Londynie.

Morze, morze rowerów w Amsterdamie. Z nimi akurat wtedy się nie polubiłam.

Wypizdowo Górne, jedyny tam sklep spożywczy, zaopatrzony jak niejeden sklep Kuchni Świata i jazda na rowerze bez celu.

Żyję zmysłami. To wszystko byłoby dla mnie bez sensu, gdybym nie mogła opisać swojego życia smakami, ekscytacją trzymającą mnie jeszcze długo po przeczytaniu książki przed premierą, kolorami państw i miast, które odwiedziłam.

Mam nadzieję, że nigdy, o ile będzie mnie stać na opłacenie wszystkich rachunków, nie przyjdzie mi do głowy, żeby odpuścić sobie pójście do księgarni, na pizzę albo na premierę filmu, bo muszę odkładać.

Nie chcę, żeby kiedykolwiek odkładanie przysłoniło mi życie tu i teraz, czerpanie z niego radości w sposób, który najbardziej mnie cieszy. Owszem, mam większe cele, odkładam, ale zawsze jakąś pulę pieniędzy przeznaczam na przyjemności. Bo może mnie szlag trafić jutro, a pieniądze zostaną na koncie.

Może dla Ciebie to będzie kupowanie ciuchów sportowych, butów, zbieranie znaczków, odhaczanie na mapie kolejnych burgerowni, nieważne.

O ile starcza Ci na prozę życia codziennego, rachunki i tym podobne, nigdy nie żałuj sobie na rzeczy, które sprawiają Ci przyjemność. Życie powinno być hedonistyczne. Inaczej sobie tego nie wyobrażam.

Wącham konwalie, które kupuję teraz na potęgę i proszę, żebyś zapytał sam siebie: na co nie powinieneś sobie żałować?

 

PS Na zdjęciu muffin kupiony na jarmarku w Yorku :)

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Nie żałuj sobie!

  1. Działam bardzo podobnie, jak Ty! Aż zaczęłam sobie te wszystkie cudowne rzeczy przypominać – kawową granitę pod Panteonem, najlepszą semlę i najlepszy falafel z Sztokholmie, genialną wegańską pizzę, niesamowity chiński bufet w Malmö. I wszystkie muzea, galerie sztuki. Koncerty, na które czekałam miesiącami. Ahhh!
    Lubię to, że wystarczy tak niewiele, tak podstawowe wybory, aby zmieniać swoje życie. Ludzie, którzy narzekają na biedną studencką rzeczywistość zwykle przepuszczają pieniądze na marny alkohol w wielkich ilościach i papierosy. To ich decyzje i staram się powstrzymywać od ocen, ale czasem zastanawiam się, kiedy tak narzekają, że na to i na tamto ich nie stać, czy są tego świadomi. Jestem ogromnie wdzięczna swoim rodzicom (bowiem to oni mnie wciąż utrzymują) i sobie(bo to ja decyduję, na co te pieniądze wydam lub nie wydam), za to, że mogę sobie pozwalać na świeże daktyle i mleko owsiane, i bataty i wypady po najlepszą afrykańską, wypalaną w Szwecji kawę z dripa w ukochanej kawiarni.
    Też sobie nie żałuję! I całe szczęście!

    Polubione przez 1 osoba

    1. Najważniejsza jest właśnie ta świadomość, ale ją zdobywa się w czasem. Mam dokładnie tak samo! :D w lodówce opakowanko świeżych daktyli, a w szafce mleko ryżowe :D. Uważam, że można mieć dużo i nadal potrafić cieszyć się drobnostkami :). Grunt, to codziennie sobie o tym wszystkim przypominać :).

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s