Jestem roszczeniowa i wszystko mi się należy

Pokolenie Y, Z, millenialsi.


Generalnie nazywają nas różnie, w zależności od kryteriów budowania definicji. Nas, czyli urodzonych w okolicy lat 90. XX w.

Byliśmy pierwszym pokoleniem, które zaczęło powoli korzystać z dobrodziejstw pieluch jednorazowych, oglądaliśmy Pokemony, bawiliśmy się jeszcze na podwórku, a do podstawówki mało kto nosił komórkę. To my jako pierwsi wkroczyliśmy w nowy, kapitalistyczny świat dobrodziejstw, niedany jeszcze naszym rodzicom.

Nowe Czasy dały łatwy dostęp do rozwoju, podróży czy dóbr materialnych.

Pokolenie wychowane w Komunie zachłysnęło się wszystkimi kolorami nowego świata, oglądanego do tej pory jedynie w paczkach ze Stanów czy RFN.

Rodzice, pamiętając jak słabo bywało w ich czasach, wspominając z rozrzewnieniem pomarańcze jedzone tylko na Gwiazdkę, postanowili sobie, że ich dzieci będą miały lepiej.

I tak dochodzimy do burzliwej kwestii niewdzięcznego i prezentującego roszczeniową postawę pokolenia Y.

Tak się o nas mówi. Potrafimy tylko wymagać, nie dając nic w zamian. Jesteśmy zapatrzeni w czubek własnego nosa, nienauczeni pracy.

Pewnie tak jest. Oczywiście w niektórych przypadkach. Zawsze można wychować samolubnego i roszczeniowego młodego człowieka, jednak w czasach dobrobytu o wiele o to łatwiej. Uczysz dziecko tylko i wyłącznie tego, że ciągle coś dostaje i potem wydaje mu się, że takie będzie całe życie. A-a. Stąd pewnie biorą się krytyczne oceny pokolenia Y – opiera się je na obserwacji części osób, ale przecież nie wszystkich.

Jednak dla mnie w większości przypadków chodzi o jedno – jesteśmy uważani za roszczeniowych, bo znamy własną wartość i wiemy do czego w życiu dążymy.

I tutaj znowu: jasne, że istnieją ludzie, którzy na dzień dobry bez umiejętności chcieliby zostać prezesami, dostać w pakiecie apartament z tarasem i podgrzewanym miejscem parkingowym na swoje porsche. Są też zwykli ściemniacze z dwoma lewymi rączkami do pracy, za których wszystko w domu robili Rodzice.

Niemnie jednak, spora grupa millenialsów ma zakodowane w głowie swoje ideały i dążenia, zwyczajnie zna swoją wartość. Nie boją się odważnie marzyć i sięgać po niemożliwe. Nie wezmą pierwszej lepszej pracy, byle ją mieć. Walczą o swoje marzenia i jeśli nie znajdą pracy idealnej, sami ją sobie stworzą. Albo poczekają, aż trafią na coś, co odpowiada ich wymaganiom. Wśród nas jest wiele osób o ogromnych umiejętnościach. To chyba zupełnie fair, że nie chcą dać się oszukać, zgadzając się na pracę za grosze, tylko dlatego, że są młodzi. To mit, że na początku musi być ciężko, powinniśmy się przemęczyć, aby wyrobić sobie pozycję zawodową, a tym samym się dorobić.

Dzięki temu, że bardzo często rodzice zapewniają nam warunki do rozwoju – spokojnego studiowania, wyjazdów, kursów, nie musimy znajdować pracy tylko po to, aby się utrzymać. Docelowo dążymy do czegoś, co pozwoli nam zarabiać pieniądze, a jednocześnie będzie naszą pasją. Mamy otwarte głowy, nie potrzebujemy stabilizacji, a wyzwań.

Bardzo krzywdzące jest takie kategoryzowanie młodych ludzi – nic im się nie chce, niczego nie doceniają, tylko dlatego, że mają inne podejście do życia niż miało pokolenie ich rodziców, kiedy byli w podobnym wieku.

Rzeczywistość młodych ludzi dziś i wtedy to dwie zupełnie inne bajki. Zupełnie naturalne jest więc to, że do podobnych celów możemy dochodzić zupełnie różnymi drogami, niż kiedyś dochodzili nasi rodzice.

Dzisiejsze czasy, to wbrew pozorom czasy dużej swobody i wolności, ale nade wszystko – możliwości. Bylibyśmy głupi, gdybyśmy tego nie wykorzystywali w najlepszy dla nas, jako poszczególnych jednostek, sposób.

Wśród pokolenia Y jest naprawdę wiele bardzo różnych grup. To zdecydowanie jest znak czasów – czasów różnorodności. Z pewnością spotkasz ludzi, którzy polegają na dorobku rodziców, ale znajdziesz też ludzi, którzy znają swoją wartość (nierzadko bardzo dużą) i nie pozwolą traktować się z góry tylko dlatego, że są młodsi.

Sądzę, że warto wstrzymać się teraz od oceniania nas. Nie da się ocenić pokolenia, kiedy znajduje się ono tak naprawdę w środku swojego rozwoju. Bo nie doszliśmy jeszcze do głosu. Nasza szansa jest dopiero przed nami. A przecież już jest głośno o młodych naukowcach, przedsiębiorcach czy talentach artystycznych.

Dajcie nam czas. Nawet jeśli popełniamy błędy, mamy do tego pełne prawo. 

Reklamy

8 uwag do wpisu “Jestem roszczeniowa i wszystko mi się należy

  1. Drobne sprostowanie – pokolenie Y, to ludzie urodzeni w latach 70/80-ych i właśnie to są millenialsi. Urodzeni w latach 90-ych, to screeny lub pokolenie Z :)
    A z postem się zgodzę. Mówiąc w skrócie – nie po to studiuję kierunek ścisły, siedzę w bibliotece, zakuwam jak głupia, szukam jeszcze czegoś na pół etatu, by mieć na swoje potrzeby, czy też stazu, wolontariatu, czegokolwiek, co mi pomoże w osiągnięciu swojego celu, staram się mieć dobre oceny (niezbyt mi to wychodzi, ale nie od razu Rzym zbudowano), by po studiach robić za słynne £6.50 za godzinę tylko dlatego, że jestem młoda! Ludzie, którzy są młodzi, ambitni i coś robią w danym kierunku, za mniej niż £20,000 rocznie nie powinni z łóżka wstawać (początkowa płacą w zawodzie, w którym chcę pracować).

    Polubione przez 1 osoba

    1. Właśnie z tymi definicjami są duże rozbieżności, dlatego starałam się nie trzymać tak sciśle definicji ;).
      To jest właśnie przykre, że zamiast rozwijać się na super stażach, często młodzi ludzie są zwyczajnie zmuszeni sytuacją na rynku, żeby iść do płatnej pracy, bo to się zwyczajnie bardziej opłaca. Dopóki mogę, wolę szukać ciekawych kursów albo dokształcać się na własną rękę niż marnować czas w pracy, z której nie mam żadnych wartości pozamaterialnych.

      Polubione przez 2 ludzi

      1. Z pracą w Anglii też jest nieco „ujowo”, bo jeśli nie ma się trzech kursów BHP, pięcioletniego doświadczenia w pracy w wieku 20 lat i znajomości, by stać za barem i otwierać butelkowane piwo, to nie ma przebacz. Z drugiej strony, jest ta słynna już pożyczka studencka, więc w trakcie studiow spokojnie można chodzić po stażach i nie przymierać głodem, ale studenci, to studenci… jeśli, w większości, nie pójdą na imprezę do rana pięć razy w tygodniu, a dwa nie leczą kaca i nie kombinują skąd wziąć kasę na kolejny melanż, to jest tragedia i czterej jeźdźcy apokalipsy.

        Polubione przez 1 osoba

      2. Jeszcze denerwują mnie ludzie z pokolenia moich rodziców, co mówią „pracuj, studiuj, nie dosypiaj, ale co ci tam, my mieliśmy gorzej!” – mam to w czterech literach! Jeszcze się urobię po łokcie, się nie boją!

        Polubione przez 1 osoba

  2. W każdym pokoleniu są ludzie roszczeniowi i w każdym są cwaniaki, którzy kombinują co tu zrobić, żeby się nie narobić. Młodzi zazwyczaj mają świeższe spojrzenie na różne sprawy, są bardziej otwarci i zachowują się mniej zachowawczo. Pokolenie wychowane w latach 90-tych ma więcej pewności siebie.
    Problem pojawia się gdy ze swoją pewnością siebie pojawiacie się na rynku pracy. Ale ten problem tak naprawdę tworzą pracodawcy. Pracodawcy, którzy postępują dokładnie tak samo jak operatorzy komórkowi: nowych zapraszają i oferują wodotryski, żeby ich pozyskać, a starych totalnie olewają, bo i tak nie odejdą. To samo dzieje się na rynku pracy. Każdy nowy pracownik, żeby nie wiem jak był napakowany wiedzą, potrzebuje zdobyć doświadczenie. Najczęściej w pracę wdraża go pracownik starszy stażem, przekazuje swoją wiedzę PRAKTYCZNĄ zdobytą przez ostatnie 10, 20 lub nawet 30 lat pracy, sprawdza czy nie popełniło się błędów, o których nie przeczyta się w książkach i których nie da się przewidzieć nie znając specyfiki pracy na konkretnym stanowisku, z konkretnymi ludźmi, w konkretnej firmie. I ten pracownik zarabia 30-40% mniej, niż osoba, którą uczy. To tu pojawiają się zgrzyty między dekadami, bo nawet nie pokoleniami. Bo pracodawca wie, że w większości przypadków, pracownik 40+ jedyny żywiciel rodziny z kredytem mieszkaniowym na następne 20 lat lub pracownik w wieku 50+, nie położy papierów bo nie dostał podwyżki, na którą zasłużył. A młody pracownik położy.
    Osobnym tematem jest roszczeniowość w zwykłych życiowych sytuacjach i relacjach międzyludzkich. Co innego domagać się tego co ci się należy, a co innego być zwykłym egoistą, mającym głęboko w nosie innych. Bo mi się należy, a że innym też się należało, ale nie dostali bo ja wziąłem, to już nie mój problem. Największa zaraza obecnych czasów, to banda indywidualistów, która nie potrafi wypracować kompromisu. I to dotyczy wszystkich pokoleń. Sorki, że tak się rozpisałam ;)

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Świetne podsumowanie :). Zasadniczo mam wrażenie, że wszystko sprowadza się do ludzkiego egoizmu. Niech szef jeździ nowym samochodem, a pracownicy zapieprzają za minimalną. Sądzę, że każdy powinien być wynagradzany odpowiednio przede wszystkim do swoich umiejętności, choć staż pracy też ma znaczenie, jeśli idzie w parze z solidnym wykonywaniem obowiązków.

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s