To dzieje się teraz

Mam wrażenie, że to jest taki etap w moim życiu, który jest jakimś wielkim punktem zwrotnym.


Nie, nic się takiego złego nie dzieje, raczej mam wrażenie, że dzieje się dużo takich rzeczy, które mnie kształtują, niekoniecznie są łatwe, dają poczucie chaosu i nie do końca potrafię się w nich odnaleźć.

Próbuję za nimi nadążyć.  

Myślałam, że tak wygląda teraz moje życie – raz się dzieje, raz nie, leci dzień za dniem, a ja się zmieniam, dokonuje różnych rzeczy, czasem się potykam.

Ale teraz czuję, a w sumie czuję i widzę, że to są poszczególne kawałeczki jakiegoś większego procesu.

Że to właśnie ten przełom w moim życiu, kiedy pewne rzeczy muszą się wydarzyć, pewni ludzie przyjść, inni odejść. Ja się zmieniam i zaczynam dochodzić do wniosku, czego być może potrzebuję i na podstawie moich prób dowiaduję się, czego na pewno nie chcę.

Wystarczyło mi pięć sekund żeby rzucić wszystko inne i zacząć pisać.

Bo w końcu pisanie jest jedyną rzeczą, którą kocham robić. Pisanie od siebie.

Od jakiegoś czasu powtarzam sobie, że robienie absolutnie niczego nie powinno być ważniejsze niż robienie tego, co kochasz. Ale cieżko to pogodzić w głowie z prozą codziennego życia, kiedy narzucasz sobie obowiązki zrobienia miliona rzeczy, które nie czynią Cię szczęśliwym człowiekiem na dłuższa metę.

Ideały rozbijają się o konieczność płacenia rachunków, nauki, robienia zakupów, sprzątania i tym podobnych rzeczy, które, chociaż nie są jego sensem, pozwalają funkcjonować w miarę sprawnie na co dzień.

I tak żyjemy z dnia na dzień i ,,wydaje nam się, że wszystko, co niekorzystne, robimy tylko tymczasowo, ale kiedyś zaczniemy żyć naprawdę. Nie dostrzegamy, że to właśnie te najzwyklejsze wtorki i czwartki w końcu składają się na sposób, w jaki przeżywamy swoje życie.”

Właśnie. Nie ma magicznego momentu, kiedy zaczynamy żyć wspaniałym życiem. Takim, które sobie wymarzyliśmy już dawno temu. To nie jest magiczny dzień, ani magiczna chwila. W sumie, to najczęściej tak długo nad czymś pracujesz, że ten moment, kiedy to coś zaczyna się w końcu dziać, staje się dla Ciebie przewidywanym następstwem, czymś, na co liczyłeś, a nie czymś, za co jeszcze tak nie dawno dałbyś się pokroić na małe kawałeczki.

Swoje życie zawsze, ale to zawsze, tworzymy tu i teraz, choć tak ciężko nam to zrozumieć, bo albo zerkamy przez ramię albo usilnie wpatrujemy się w ,,przedsiebie’’.

Zmiany, moi drodzy, są dobre, choć zazwyczaj niesamowicie się ich boimy. Są zawsze ważną wskazówką, która daje nam znać, że coś się z naszym życiem dzieje. Że czegoś potrzebujemy, czegoś już nie chcemy, zaczyna nam zależeć na czymś, co wcześniej nie znajdowało się w kręgu naszych zainteresowań.

Uporządkowane życie jest w cenie. Ale przecież nie chroni nas przed rozczarowaniami, bólem, wyrzutami sumienia.

Daj sobie pole do zmian. Próbuj, przełamuj swój strach, walcz ze sobą, ilekroć Twoja głowa podpowiada Ci, że coś, co chcesz zrobić jest bez sensu/za trudne/nieopłacalne/nie chce Ci się. To nie wyzwania i nowości są straszne, a nasze nastawienie do nich. Paraliżuje nas strach na samą myśl o tym, że moglibyśmy wyjść ze swojego wypracowanego, bezpiecznego schematu. Ale patrz wcześniej – schemat nie gwarantuje ochrony przed bólem, rozczarowaniami i wyrzutami sumienia.

Nie wychodząc z czterech ścian swojej głowy, zamykasz się na prawdziwe uczucia, emocje, ludzi i na nieprzewidziane sytuacje. Boisz się nieznanego. Tylko najczęściej okazuje się, że to nieznane wcale nie było straszne.

Wiem – łatwo powiedzieć, ale przecież nie jest łatwo się zdecydować.

Nikt nie zrobi tego za Ciebie. Możesz narzekać, albo zacząć działać. Proste, choć czasem przez nasze własne ograniczenia – nieziemsko trudne.

Wiele razy myślałam, że naprawdę czegoś chcę i nie wierzyłam, że coś nie wychodzi. Bo przecież tak bardzo chcę!!!

Najwyraźniej nie chciałam tak bardzo, skoro nic z tego nie wychodziło.

Nawet teraz nie wiem, czy to już ten moment. Czy wystarczająco bardzo chcę coś zmienić w swoim życiu, żeby doprowadzić to do skutku.

Rozmawiaj ze sobą. I nigdy nie myśl, że Twoja strefa komfortu jest najbardziej dla Ciebie komfortowym miejscem na Ziemi. Może okazać się, że jest najgorszym.

Reklamy

8 uwag do wpisu “To dzieje się teraz

  1. O tak, o tak! Świetny tekst. Podpisałabym się pod nim obiema rękami, gdyby nie to, że to nie ja go napisałam ;p
    Walczę właśnie z tym odruchem czekania na jakieś „życie potem”, na moment, kiedy wszystko zacznie się wydarzać. Bo przecież to tak nie działa.

    Polubione przez 1 osoba

      1. Bo jak sobie to uświadomisz to nie masz już wymówki, żeby nie zmieniać swojego życia. A to jest ciężkie, wymaga wysiłku i wywołuje lęk.
        Dlatego trzeba o tym pisać, coby siebie (a może i kogoś innego) motywować do zmian. :D

        Polubienie

  2. Miałam taki moment, że dużo się działo – zmiany i masa rzeczy do zrobienia czy przemyślenia. Takie bycie na fali tylko bez fali, bo nie było na nią kompletnie czasu. Teraz mam taki rok wyciszenia i właśnie te „wtorki i czwartki”. Ale staram się czerpać z tego ile się da bo zmiany lubią przychodzić z zaskoczenia i lada moment znowu znajdę się w wirze ;)

    Polubione przez 1 osoba

      1. Nie można się na to przygotować, może nawet nie powinno się próbować, bo to strata czasu i energii. Lepiej sobie pożyć, poupajać spokojem i czasem zrobić sobie dobrze jakimś drobiazgiem :)

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s