Czytasz? Wskakuj do łóżka!

Czyli wystarczy, że raz na jakiś czas przeczytasz listę składników na maślance Mrągowskiej i umówmy się na schadzkę.


Śmieję się (tym samym prezentując mój stosunek do tego powiedzonka), ale chcę pomówić o książkach i czytaniu zupełnie na serio. O tym co wolno, a czego nie i czy w ogóle istnieje coś takiego jak książkowy savoire-vivre.

Zazwyczaj najbardziej imponują nam ludzie, którzy jak z rękawa wyciągają Prousta, Manna, Dostojewskiego, Tołstoja, dyskutując o swoich ulubionych autorach lub o książkach, które aktualnie czytają. W naszych głowach pojawia się czerwony neon w stylu popartowym z napisem WOW!. No przecież jak ktoś czyta Czarodziejską Górę w autobusie to cyfry IQ nie mieszczą mu się na czole, a każdy współpasażer chowa wstydliwie okładkę swojego wydania 50 shades of gray czy Coelho.

Bo przecież ideał nie może sięgnąć bruku i jak to tak, żeby tę samą przestrzeń dzieliły dzieła wybitne z dziełami dla mas.

(Swoją drogą, czy ktoś wymyślił produkcję okładek wybitnych dzieł, które to okładki można by sprytnie założyć na naszą kiepską lekturę, tak dla niepoznaki?)

Zaczęłam się zastanawiać, czy naprawdę istotne jest, co konkretnie czytamy. Przeanalizowałam te wszystkie momenty, w których każda nieprzeczytana książka z kanonu tych must read przekształcała się w mojej głowie w połyskujący na złoto wyrzut sumienia, budzący we mnie uczucie bycia półmózgiem, zaczytującym się akurat w Jeżycjadzie czy książce, której nigdy nikt wcześniej przede mną nie wypożyczył.

Przecież moje czytam, i czytam tych ludzi od książek wybitnych, to jak porównywać granie w fifę do bycia zawodowym piłkarzem.

Moje książki nie są takie mądre, tak znane i cenione, czyta się je łatwo, przyjemnie. Fakt, że nie sięgam po wielką literaturę oznacza, że jestem głupia i nie dojrzałam do zrozumienia ukrytego sensu – to mogą tylko Ci wybrani.

Ale nie o to chodzi w czytaniu. Nie o to kto, ile, jak szybko, w jakim języku. Czytanie jest czymś, co powinniśmy robić dla Własnej przyjemności. To, co czytamy, ma spełniać przede wszystkim jeden podstawowy warunek: ma nam odpowiadać. Nie musi zmuszać do myślenia, być ambitne, wybitne, tom nie musi być opasły, a nazwisko autora znane.

Z czytaniem jest jak z seksem – powinieneś robić tylko to, co sprawia Ci przyjemność.

Tak samo jak nie ocenia się książek po okładce, nie powinno się oceniać ludzi po książkach jakie czytają. Zaglądając komuś przez ramię w tramwaju czy w autobusie, nie znasz motywacji kierujących przy wyborze książki.

Pokaż mi co czytasz, a powiem Ci kim jesteś to zawodna zasada. Kiedy ktoś wskaże Ci Annę Kareninę, może być równie dobrze miłośnikiem Tołstoja, co pozerem, który wyrywa laski na wizerunek amanta o sercu delikatnym niczym koliber.

Najistotniejsze w czytaniu jest właśnie czytanie. Składanie liter w wyrazy i wyrazów w zdania. Uruchamianie wyobraźni, zagłębianie się w historię, rozruszanie szarych komórek.

Nie powinno nas obchodzić co czytają inni ludzie. Powinniśmy się cieszyć, że otwierają się na bodźce inne niż te bombardujące nas z telewizora.

Dzieciom mamy czytać 20 minut dziennie. Nikt nie mówi: czytaj dzieciom Zbrodnię i Karę 20 minut dziennie. Czytaj, po prostu czytaj.

Wykorzystaj to wspaniałe narzędzie, służące do budowania w Twojej głowie alternatywnych światów i kolejnych wymiarów. Bierz garściami radość z czytania.

Nie musisz czytać ambitnych lektur, nie musisz cytować z pamięci Szekspira. Ciesz się czytaniem. Nie daj sobie wmówić, że coś jest wielkim dziełem i właśnie z tego powodu powinieneś to znać. Po pierwsze – wielkie dzieło to rzecz względna, po drugie – dlaczego miałbyś je znać? Czy to coś zmienia w Twoim życiu oprócz tego, że zaśmiecasz mózg niepotrzebnymi cytatami i datami?

Czytanie jest dziedziną liberalną. Każdy może spełnić w niej wszystkie swoje fantazje. Nie chowaj wstydliwie okładki książki którą czytasz ani nie chwal się przesadnie ambitnym tytułem.

Każdy z nas wyróżnia się innym poziomem wrażliwości, wyczucia poziomu stylu literackiego czy inteligencji. Z tego względu czytanie wpływa na nas mniej lub bardziej intensywnie, a tę samą lekturę możemy odbierać na zupełnie różne sposoby.

Nasz charakter i doświadczenia życiowe sprawiają, że niektóre książki po prostu do nas nie trafią, są zwyczajnie niedostępne dla nas w takim wymiarze, w jakim są dla innych. Nie oznacza to, że w lepszym czy gorszym.

Istotne jest to co zostaje w Tobie, kiedy już odłożysz książkę na półkę.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Czytasz? Wskakuj do łóżka!

  1. Wszystko zależy od gustu, to tak jak w muzyce. Niektórzy słuchają Justina Biebera, a inni najlepiej czują się w towarzystwie Justina Timberlake’a :) Wszystko jest dla ludzi i każdy ma prawo lubić coś, albo nie.

    „Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka” – też bawi mnie to powiedzenie/hasło/slogan. Akurat w moim otoczeniu większość ludzi czyta książki. Różne książki. Sama pochłaniam je w ilościach hurtowych, kiedy tylko mogę. Ale wiem, że są tacy, którzy zwyczajnie tego nie lubią tzn. wiesz, w wolnej chwili nie siadają z najnowszym Greyem, Coelho czy Tołstojem, bo zwyczajnie wolą robić coś innego.
    Czy mam prawo myśleć o nich jako o głupszych, mniej kulturalnych?
    Nie mam takiego prawa ani ja, ani nikt inny. I nikt nie ma prawa zmuszać tych osób do zmiany swoich nawyków. Dlatego mocno irytują mnie wszelkiego rodzaju kampanie społeczne opiewające czytanie jako jakąś mistyczną czynność, która ratuje kulturę polską przed zcebuleniem, zjanuszeniem i ciemnotą. Nie widzę w nich sensu, naprawdę.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s